poniedziałek, 4 kwietnia 2016

#3


DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Póki co wszystko szło po mojej myśli. Kontakt z Carly zelżał. Nie rozmawiałyśmy za wiele, ewentualnie wymiana krótkiego cześć w momencie wchodzenia na zajęcia. Alex widziałam tylko kilka razy od tamtego czasu i było mi jej szkoda, bo wiedziałam, że nie wie co się tam stało i dlaczego się stało. „Jestem zmęczona” pomyślałam i westchnęłam cicho, spoglądając na slajdy wyświetlane przez wykładowcę. Nie potrafiłam się skupić. Na szczęście Matt miał po mnie przyjechać i zabrać na weekend do domu.
„Muszę spędzić trochę czasu z kimś bliskim, bo oszaleję.”  powiedziałam do siebie w myślach.

Po 16 wyszłam szybko z sali i skierowałam się do drzwi głównych. I szczerze? Byłam zajebiście przerażona tym co zobaczyłam.

DYLAN
- Halo?
- Słuchaj stary, zabierz dzisiaj z uczelni Carly bo z tego co wiem Północni znowu wpadli w odwiedziny. – usłyszałem w słuchawce głos Dereka.
- Jasne, dzięki za informacje.
Nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się i ruszyłem do auta. Po trzydziestu minutach jazdy byłem pod uniwersytetem.  Była 15.45, więc wiedziałem, że Carly powinna pojawić się lada moment. Moją uwagę przykuła osoba paląca papierosa przed wejściem. To był Matthew Foster, brat Natalie. Nie widziałem go od tamtej sytuacji w klubie.
„ No cóż, pewnie dba o siostrę tak jak obiecał” pomyślałem, wyłączyłem auto i czekałem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy nagle chłopak dostał w ramię i upadł. Nie myśląc wiele, zabrałem broń ze schowka i ruszyłem w jego stronę. Rozglądałem się dokładnie, ale wokoło nikogo nie było. Przewróciłem chłopaka na plecy.
- Kurwa.. Kto… Kto to był? – zapytał.
- Nie mam pojęcia, ale obecnie masz kulkę w ramieniu, więc dzwonię po karetkę. – rzuciłem i wybrałem numer. Chłopak był coraz bardziej wściekły.
- Nie potrzebuje karetki. – warknął.
- Masz Medyka na miejscu? Bo jak nie, to wiesz mi, że trudno będzie to wyjąć z twojego ramienia. – zaśmiałem się.
- Poradzę sobie. – burknął.
- MATT?! Wszystko w porządku?! – między nas wpadła Natalie i obejrzała brata. – Kurwa co się stało?! – zapytała, spoglądając na mnie.
- Jedyne co widziałem, to jak dostał kulkę. Nie wiem gdzie jest ta osoba, chyba szybko się zwinęła.
- Matt, możesz ruszać ręką? – zapytała, olewając moją odpowiedź.
- Tak, spokojnie. Zadzwoń do Vinca.
- Nie.
- Słucham? Zadzwoń do kurwy nędzy Nat!
Przyglądałem się tej wymianie zdań i za bardzo nie rozumiałem co się działo.

NATALIE
Byłam zła, cholernie zła. Łzy tańczyły mi  oczach, ale nie mogłam ich wypuścić. Musiałam  być silna. A przynajmniej starać się taką być.
- Sam zadzwoń. Wiesz co będzie, jeżeli ja zadzwonię. – odparłam.
- Niby co?! Nie rozumiem dlaczego do cholery zostawiłaś wszystkich i udajesz, że masz wspaniałe życie i zajebistych znajomych! A co najlepsze bawisz się z naszymi wrogami! Jak się z tym czujesz?! Oszukałaś nas wszystkich! – wykrzyczał mi w twarz. Nie wytrzymałam i uderzyłam go.
- NIE WIESZ CO ON MI ZROBIŁ! Nie wiesz jak bardzo musiałam się postarać, żeby się wyrwać! Jak długo się chowałam! I nie zadaję się z żadnym wrogiem! Jestem neutralna do cholery! – łzy pociekły mi po policzkach. Odwróciłam wzrok w przeciwna stronę.
- Wstawaj, nie będziemy robić tu przedstawienia.  – powiedziałam do brata i spojrzałam na Dylana. – Masz jakiegoś Medyka w okolicy? Chcę, żeby ktoś to załatwił bez zbędnych pytań. Zapłacimy ile trzeba.
- Jasne, jedźcie za mną. – odparł i odszedł. Matt podniósł się z ziemi i usiadł na miejscu pasażera, a ja usadowiłam się za kierownicą i czekałam aż Dylan wyjedzie na drogę.
„A miałam się od tego oderwać. Cudownie.” pomyślałam i ruszyłam za chłopakiem.

DYLAN
„Dlaczego ja się zgodziłem? Przecież Katie mnie zabije za to, że sprowadzam jej obcych na głowę. A jak tam będzie Envy, to ja już nie mam pytań.”
- Katie słuchaj, mam postrzelonego w ramię faceta. Na oko dwadzieścia dwa lata, zaraz będę w domu. Musisz się nim zająć. Zapłacą ci.
Nie zważając na jej pytania, rozłączyłem się.
„Brawo Dylan! Teraz będziesz miał przejebane” pomyślałem.

Dojechałem do domu, a zaraz za mną zaparkowała Natalie.
- Chodźcie. – powiedziałem i ruszyli za mną.
- Katie! – krzyknąłem będąc w kuchni. Natalie gdzieś się zapodziała, a Matt siedział na krześle. Usłyszałem kroki na schodach.
- No nareszcie… - ujrzałem faceta z pistoletem przy głowie mojej przyjaciółki. – Kurwa – dodałem.
- Dobra cwaniaczki, teraz macie mnie słuchać. W ciągu trzech godzin macie przywieźć mi wszelke możliwe zapasy broni, amunicji oraz oddać ¾ dochodów z klubów. Inaczej przestrzelę jej łeb, rozumiecie?
Bez słowa spojrzałem na Matta, a ten bez zbędnego gadania wyjął telefon.
„ Sytuacja nie jest bez wyjścia, ale jeżeli chcę coś zrobić będę musiał cholernie zaryzykować” pomyślałem.
Nagle za facetem przeleciały mi brązowe włosy, chwilę potem usłyszałem wystrzał. Złapałem Katie i szybko ją obejrzałem. Była cała. Spojrzałem w stronę dziewczyny, która powoli wstawała. Gość leżał bez ruchu pod jej nogami, zapewne ogłuszony.
Nagle Natalie zaczęła lecieć w dół. Złapałem ją i spostrzegłem co się dzieje.
-Kurwa… - warknąłem. Krwawiła obficie z brzucha. Zakasłała delikatnie, a jej usta pokryły się szkarłatem.
- Cholera.. – szepnęła i zaczęła zamykać oczy.
- Hej!  Patrz na mnie!! – krzyknąłem do niej. Podniosłem ją i położyłem na stole. Matt patrzył na całą sytuacje jakby się zaciął, a Katie szybko i sprawnie zaczęła rozstawiać swoje narzędzia.
- Dylan, zabierz go stąd. Później się nim zajmę.  – powiedziała, patrząc na chłopaka. Złapałem go za ramię i pociągnąłem w stronę salonu. Wyrwał mi się i dopadł do typa. Bez słowa zaczął okładać, budzącego się faceta. W sumie nic mnie to nie obchodziło, ale Katie zaczęła krzyczeć, że to przeszkadza jej się skupić. Złapałem Matta za szmaty i przeciągnąłem do salonu. W międzyczasie przyjechał Caleb z Carly, która była przerażona kiedy zauważyła Natalie na naszym stole.
- Caleb zajmij się nim. – wskazałem na poobijanego faceta – I zabierz ją. – dodałem, patrząc na Carly.
Stanąłem przy Katie patrząc co robi. Widziałem, że stara się robić wszystko w miarę delikatnie, bo znieczulenie w tym momencie nie dużo dawało dziewczynie, która wręcz chciała krzyczeć z bólu ale twardo się trzymała. Westchnąłem i potargałem ją po włosach, po czym złapałem za rękę. Ścisnęła ją od razu, utrudniając dopływ krwi do kończyny.
- Z tego co widziałem niezłe z ciebie ziółko, przeżyjesz i to. – powiedziałem patrząc na nią. W odpowiedzi wysłała mi krzywy uśmiech.

NATALIE
Bolało jak cholera, ale nie mogłam zamknąć oczu. Nie teraz. W dłoni nadal trzymałam rękę Dylana, co nie powiem, pomagało. Mogłam odebrać sobie bólu chociaż trochę. Matt gdzieś zniknął, słyszałam jak krzyczy zza ściany, ale Dylan kompletnie go olewał. Po kilku kolejnych krzykach chłopak odpowiedział mu krótkie „Ratuję ci siostrę, wiec się zamknij” po czym nie słyszałam już go nie słyszałam. Katie delikatnie zaszywała moją ranę, co oznaczało, że zbliżał się koniec katorgi. Kiedy zaczęła odkładać narzędzia i ściągnęła rękawiczki, podziękowałam jej cicho na o odpowiedziała uśmiechem. Nie miałam siły wstać, ani tym bardziej żeby się odezwać. Usłyszałam tylko „Musi odpocząć. Zabierz ją, do któregoś z pokoi” po czym zapadła błoga ciemność.

Obudziłam się strasznie przytroczona. Nie wiedziałam gdzie jestem, ale czułam czyjąś obecność. Podniosłam się delikatnie i zauważyłam mojego brata siedzącego na fotelu obok. Spojrzałam na jego zabandażowane ramię i wszystko zaczęło do mnie wracać.
- Cholera. – syknęłam cicho, po czy spróbowałam wstać. Kiedy się odkryłam, byłam zdziwiona faktem, że jedyne co na sobie mam to bielizna i jakaś bluzka, która była na mnie za duża. Nie przejmując się tym jak wyglądam postanowiłam wyjść z pokoju i udać się do pomieszczenia, gdzie słyszałam głosy jakichś osób.  Weszłam jak gdyby nigdy nic do dużego salonu i w tym samym momencie poczułam się wręcz nago. Sześciu obcych facetów gapiło się na mnie z szokiem wymalowanym na twarzy.
-Nudzi ci się? – usłyszałam przy swoim uchu i odskoczyłam, co wywołało kolejne warknięcie z bólu.
- Nie za bardzo. Ale chciałabym wiedzieć, co do cholery się dzisiaj wydarzyło. – odpowiedziałam chłopakowi.
- Chodź. – załapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę. – Zaraz wrócę. – dodał do tamtych.
- DYLAN! Tylko nie za głośno!  - usłyszałam za nim i potrząsnęłam głową. Co za dzieci. Chłopak skierował się ze mną do pokoju, w którym byłam z bratem. Matt nadal spał. Spojrzałam na Dylana.
- Nie będziesz z tego zadowolona, ale z tego co wiem Północni chcą wybić największe grupy w LA jak i poza nim. Jak wiemy, twój brat ma władze nad cała PK, a ja zajmuje sie południowym LA. Jesteśmy jako pierwsi na ich liście i o dziwo bardzo interesujesz ich ty. Nie wiem dlaczego, ale sie dowiem. Jedyną rzeczą, którą musisz teraz zrobić to albo wrócić do domu i być pod opieka brata, albo przyłączyć się do nas. Szczerze ? Widzę twoja minę i wiem jak zareagujesz ale dziewczyny prawie nas odstrzelały, kiedy usłyszały, że masz sobie radzić sama. Nie wiem czy to dlatego, że powiedział tak twój brat czy co, ale wyszło na to, że musisz być pod ochroną - zakończył monolog.
- Nie mam nic do powodzenia ?
- Nie za bardzo
- Genialnie, zostaje w LA. Nie wracam tam
- W takim razie przywitaj się ze swoim prywatnym ochroniarzem - zaśmiał sie
- Słucham ? Dlaczego Ty ?
- Bo twój brat nie zgodził się na nikogo innego.
- Kretyn. Dobra w takim razie mogę już jechać do domu?
- Zostajesz tu
- Słucham ?
- Zostajesz
- Chyba coś ci się pomyliło ! Mam własne mieszkanie i życie! Poza tym was nie znam i już nie powinno mnie tu być !
- W takim razie pojadę z tobą - zaśmiał się głupio.
- Dobrze wole to, niż siedzenie tutaj. - odparłam po czym zauważyłam jego zdziwienie.
Nie skomentowałam zachowania chłopaka. Podniosłam się delikatnie i poszłam obudzić brata. Wstał niemal od razu. Ubrałam swoje dżinsy i ruszyłam do wyjścia. A za mną chłopcy.
Wyszłam z domu bez słowa. Nie znałam tych ludzi i nie chciałam ich poznać. Chciałam się oderwać. Westchnęłam. W torebce odnalazłam papierosa i zapalniczkę. Uradowana odpaliłam i czekałam aż w końcu wyjdą.
- Miałaś nie palić - usłyszałam Matta
- Sytuacja mnie do tego zmusiła - odparłam - Poza tym mój ochroniarz też pali, wiec nie wytrzymała bym bez papierosów - dodałam patrząc jak Dylan odpala fajkę. Mój brat pokręcił z poirytowaniem głowa i ruszył do samochodu.
- Wracam do Północnej Karoliny . Uważaj na siebie dobra ? - zapytał łapiąc za klamkę
- Jasne jak zawsze - odparłam i ruszyłam za Dylanem.
Byłam zła na brata za takie zachowanie. Prawie zginęłam, a on jak zwykle po wszystkim udawał, że nic się nie stało.
Przez cała drogę do mojego mieszkania odezwałam sie do Dylana tylko raz, informując go pod jaki adres ma dokładnie jechać. Nie znałam faceta siedzącego obok mnie i czułam, że z tej znajomości będą tylko i wyłącznie większe kłopoty.
Wchodząc do mieszkania od razu otworzyłam okno. Było mi duszno, a poza tym nie chciałam patrzeć na chłopaka,  który przylazł za mną aż tu.
- Możesz już wracać, jestem bezpieczna.
- Zostaje
- Słucham ?
- Nie wiadomo czy ktoś się nie włamie, albo nie będzie chciał cie złapać w trakcie schodzenia na dół. Nie wiesz co się może zdarzyć, wiec zostaje tu na noc i to nie pierwszą pewnie - zaśmiał się.
- Gdyby nie to, że kilka godzin temu miałam kulkę w brzuchu i cholernie mnie boli to wyrzuciłabym cię stad prędzej, niż zdążył byś pomyśleć o tak głupim pomyśle jak zostanie na noc.
- Oboje wiemy, że chcesz żebym został - zaśmiał się i zbliżył niebezpiecznie.
- Nie wydaje mi się - odparłam i odetchnęłam go delikatnie. - Skoro tak, zaraz przyniosę ci jakaś kołdrę, znaj moja łaskę. Kanapa jest twoja. - powiedziałam i udałam się do sypialni. Przyniosłam mu pościel po czym bez słowa poszłam do łazienki wziąć kąpiel.
Byłam cholernie zmęczona i obolała, a do tego miałam w mieszkaniu obcego faceta, na co mój brat bez problemu się zgodził. Po godzinie wyszłam z wanny i ubrałam spodenki oraz bluzkę na ramiączka. - Łazienka wolna - powiedziałam wyjmując wodę z lodówki. Nie odpowiedział nic, czułam jak dokładnie skanuje każdy kawałek mojego ciała, co spowodowało gęsia skórkę. - Dobranoc - dodałam i udałam się do siebie.
- Nienawidzę tego dnia – szepnęłam, po czym położyłam się do łóżka.

DYLAN
„Miałem ochotę się na nią rzucić. Ona specjalnie się tak ubrała czy o co chodzi ?! Jeszcze chwila a... Cholera.” pomyślałem. Stałem pod prysznicem chcąc ogarnąć swoje myśli. „Nie dość, że zostaje u tej dziewczyny prawdopodobnie na dłużej, bo jak idiota zgodziłem się być jakimś ochroniarzem. Jakim cudem one mnie przekonały !? Dodatkowo nawet nie mogę jej przelecieć, bo będzie mnie ścigać jej cholerny brat. A takiej w łóżku jeszcze nie miałem.”  zaśmiałem się do swoich myśli. Kiedy wszystko uspokoiło się w mojej głowie, wyszedłem spod prysznica. Ubrałem bokserki i koszulkę, po czym udałem się do salonu. Napisałem Carly, że wszystko z nią w porządku i położyłem się  spać. Już widzę to dogadywanie się miedzy nami.

NATALIE
Stoję patrząc na polane przede mną. Widzę znajome twarze. Radosna schodzę z górki żeby przywitać się z przyjaciółmi. Witam się z Amy, Rebecą i Kim, po czym siadam miedzy nimi ogrzewając się przy ognisku. Chłopcy jak zwykle kłócą się o to, kto wypije więcej a my śmiejemy się z ich starań. „Tak za tym tęskniłam”  myślę i przytulam się do przyjaciółek. Nagle wszystko się rozpada i wszyscy znikają zostaje tylko ja, Kim i West. Nagle chłopak wyjmuje broń i celuje we mnie. Zamykam oczy i czekam aż poczuje ból, jednak on nie nadchodzi. Otwieram je i widzę moja przyjaciółkę leżąca pod moimi nogami. Z jej klatki piersiowej sączy się krew barwiąc koszulkę i trawę na czerwono. Patrzę zaszokowana, łzy lecą po moich policzkach. West znika a ja klękam przy jej ciele " To nie twoja wina " szepcze i zamyka oczy. Płacze, krzyczę i wołam o pomoc. Nie  nie nie kurwa nie!

DYLAN
Sen przerwał mi krzyk. Szybko wyskoczyłem z kanapy nasłuchując. Ponownie krótkie i głośne - pomocy- a zaraz po tym szloch. Czym prędzej wpadłem do sypialni Natalie i zobaczyłem jak wije się na łóżku, łkając. Złapałem ją delikatnie za ramiona i potrząsnąłem
- Obudź się ! – krzyknąłem
Wyrywała mi się i zapłakała głośniej. Nie wiedząc co robić przytuliłem dziewczynę do siebie i cicho szeptałem aby się obudziła. Po chwili przestała się rzucać. Odsunąłem ją od siebie i spojrzałem w zapłakane oczy. Była w szoku.
- Nie wiem o co chodzi, ale chyba miałaś zły sen. Nie wiedziałem co mam robić wiec..
- Dziękuje - przerwała mi cicho i wtuliła się jeszcze bardziej, cicho łkając.
Głaskałem  ją delikatnie po ramionach. Po chwili jej oddech zwolnił, a płacz zanikł. Zasnęła. Delikatnie położyłem  ją na łóżku i przykryłem kołdra.  „Chyba będę musiał zapytać o co chodzi. Bo jeżeli co noc dzieją się takie rzeczy to trzeba coś z tym zrobić.” Pomyślałem. Wyszedłem  z pokoju i zamknąłem drzwi. Podszedłem do okna i wziąłem papierosa. Myśli warowały w mojej głowie.
-W sumie cholera dlaczego się tak przejmuje ? Nie znam jej. Ale czuje, że nie jest mi obca. Widziałem tą dziewczynę tylko kilka razy a rozmawiałem jeszcze mniej. Cholera.- powiedziałem do siebie.
Zgasiłem papierosa i położyłem  się spać. Bez sensu było rozmyślać w nocy i tak rano nie będzie to miało większego sensu.

NATALIE

PORANEK
Obudziłam się około godziny 7. Świadomość tego kto jest za ściana nie wywoływała we mnie żadnych emocji. Po wczorajszej sytuacji,  kiedy musiał mnie budzić z koszmaru i wręcz się na niego rzuciłam miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
„Ale nie pokaże mu że jest mi głupio. Musze się uspokoić.” Pomyślałam.  Spojrzałam na telefon i w momencie miałam ochotę dać sobie w twarz. Osiem nieodebranych połączeń od mamy. Zapomniałam włączyć telefon przed snem. Pewnie się martwiła, miałam być na weekend w domu. Czym prędzej oddzwoniłam do niej.
- Cześć mamo, przepraszam ze nie odbierałam. Dość długo się wczoraj uczyłam i zasnęłam nad książkami – tłumaczyłam się .
- Jasne, nic się nie stało. Nie miałaś czasem przyjechać na ten weekend ?
- Tak, miałam. Ale mam strasznie dużo materiałów do przerobienia na uczelnie a w domu się nie skupie. Nie chciałabym mieć braków, rozumiesz ?
- Oczywiście kochanie, dobrze że jesteś tak sumienna na studiach. W przeciwieństwie do tego co było w liceum.
- Wiem, wiem. Spokojnie nie mam kontaktu z tymi ludźmi – odpowiedziałam i skierowałam się do kuchni.
- Co masz dziś w planach? - zmieniła temat.
- Póki co to robię sobie kawę. Potem dokończę notatki. I pewnie jakoś zleci. Zadzwonię do ciebie wieczorem dobrze ? Musze się rozbudzić.
- Dobrze. Uważaj na siebie, kocham cię.
- Kocham cię pa – rozłączyłam się i westchnęłam cicho. Spojrzałam na kanapę. Dylan leżał na niej rozwalony, a koc spoczywał obok na podłodze. Westchnęłam cicho i podeszłam. Wzięłam koc w rękę i delikatnie przykryłam chłopaka, po czym wróciłam do kuchni. Zalałam kawę i udałam się po cichu do swojego pokoju, w celu zrobienia cholernych notatek. Psychologio społeczna nadchodzę.
Około godziny jedenastej zrobiłam się głodna, więc postanowiłam przygotować jakieś śniadanie. Dylan nadal spał i miał wszystko gdzieś. Włożyła w uszy słuchawki i zaczęłam pichcić jedzenie, delikatnie podrygując w rytm muzyki. Kiedy obróciłam się po raz kolejny zauważyłam Dylana, stojącego za mną. Szybko wyciągnęłam słuchawki z uszu i poczułam jak robię się cała czerwona.
-Cześć.
- Fajnie tańczysz w kuchni- olał moje przywitanie.
- Tsa, zazwyczaj włączam wieże ale nie chciałam cie budzić.
- Nie trzeba było, dobrze że się obudziłem. - uśmiechnął sie znacząco - Oooo śniadanie cudownie.
- Eeeeej! Kto powiedział, że jest dla ciebie ?
- Jestem gościem. Już tak to jest, że gości się karmi – odpowiedział, po czym nałożył sobie trochę jajecznicy z boczkiem.  - Poza tym uwielbiam kobiety w kuchni – dodał i ukradł mój sok.
- Nie będę tego komentować – warknęłam cicho i nałożyłam sobie śniadania.
Usiedliśmy naprzeciw siebie i jedliśmy w ciszy. Dziwnie się czułam, przebywając z kimś w swoim mieszkaniu o takiej porze. Zawsze byłam tu sama i pasowało mi to ale taka odmiana nie była zła.
- Tylko się nie zakochaj - uśmiechnął się i za pozował.
- Nie mam zamiaru - odpowiedziałam z przekąsem i odwróciłam wzrok.
Cisza panująca w pokoju była dla mnie nie do wytrzymania. Włączyłam cicho muzykę i jadłam dalej. Po skończonym posiłku otworzyłam okno i usiadła na parapecie, z zamiarem zapalenia papierosa. Wkurzona szukałam zapalniczki, której jak na złość nie mogłam znaleźć.
- Masz. – usłyszałam i dostałam moją zapalniczkę.
- Dzięki – odpowiedziałam i spojrzałam na krajobraz za oknem.
Po zgaszeniu papierosa, zeskoczyłam z parapetu i udałam się do swojego pokoju. Tego dnia nie byłam chętna na rozmowy.

DYLAN
Weszła do swojego pokoju dobra godzinę temu. W tym czasie rozgościłem się, wziąłem prysznic, zrobiłem sobie kolejna kawę i włączyłem telewizor. Po chwili usłyszałem dźwięk mojego telefonu.
- Halo ?
- Dylan, przyjedź do domu. Seth znowu odwala po dragach a chłopcy gdzieś wyszli i nie możemy sobie z nim poradzić - powiedziała Katie. W tle usłyszałem odgłos tłuczonego szkła.
- Jadę - odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Wstałem i zapukałem do pokoju Natalie.
- Chodź, muszę na chwile wrócić do siebie.
- Mogę tu zostać.
- Nie nie możesz.
- Ale chce ?
- Nie denerwuj mnie i chodź. Będziemy ze sobą 24 /7 tylko przez najbliższe kilka dni, póki nie zauważą, że jestem twoim cieniem. Potem ograniczymy się do telefonu. - powiedziałem starając się zachować w sobie resztki spokoju.
- Ech, dobra - wstała leniwie i zgarnęła torebkę - Chodźmy. - dodała.
Ruszyliśmy w stronę drzwi, po czym pojechaliśmy ogarnąć tego idiotę.

NATALIE
Właściwie nie wiedziałam po co jedziemy do jego domu, ale póki co nie miałam nawet zamiaru o to pytać.
„Niech załatwia swoje sprawy, a mi w końcu pozwoli zostać samej ze sobą. Mimo że spędziliśmy dopiero dobę razem, już mam tego dość. Cały czas jest w moim otoczeniu a to mi się w cholerę nie podoba.” z zamyślenia wyrwał mnie jego głos
- Wysiadasz czy zostajesz ? - rzekł. Spojrzałam przed siebie, w sumie  co mi szkodzi.
- Idę.
Bez słowa wyłączył auto i ruszył do bramy. Potulnie szłam za nim. Kiedy byliśmy pod drzwiami usłyszałam krzyki i odgłosy rozwalania szkła, dużej ilości szkła. Spojrzałam na niego pytająco, ale ten bez słowa wszedł do domu. To co zobaczyłam wprowadziło mnie w nie mały szok. Lustro w holu było rozwalone, tak jak wazon stojący na szafce. Przeszłam przez szkło i dalej kroczyłam za Dylanem, który z każdym krokiem wydawał się być coraz bardziej spięty i zły. Spojrzałam na salon i zerknęłam w stronę kuchni. Naczynia były porozwalane, wszystko potłuczone, szklany stolik również już nie nadawał się do użytku, telewizor był rzucony na podłogę a w środku całego tego syfu stał Seth. Dylan czym prędzej podbiegł do niego i przygwoździł do ściany. Nie chciałam się mieszać , wiec szybko cofnęłam się w stronę drzwi wejściowych. Usłyszałam tylko strzępki rozmowy, ale zrozumiałam że to co tu się wydarzyło było sprawka chłopaka.


DYLAN
- Do  cholery jasnej! Co ty sobie wyobrażasz ? Daje ci dach nad głowa, prace, jedzenie. A ty tak mi się odpłacasz ?! - krzyknąłem wściekły.
- Skończ pierdolić! Sprowadziłeś na mnie ten syf Dylan - wybełkotał.
- Jaki syf ?
- Ten! Wszystko zniszczyłeś ! Rembert nie chciał wiele, miałem mu tylko przyprowadzić dziewczynę! To on mi dał wszystko ! Dzięki niemu mogę wyrwać sie z tego gówna - krzyknął.
- Jaką dziewczynę ? - warknąłem i uderzyłem go w twarz.
- Mała urocza i kurwa z niewiadomego powodu wszystkim znana Natalie Foster! To ja miałem się koło niej zakręcić ale nie, wielki Hunt musiał się do niej dobrać pierwszy! Do tego dogadałeś się z jej bratem, pozwala ci ją bzykać za hajs? - zaśmiał się.
- Jaki ty jesteś głupi Seth - zaśmiałem się,  po czym znowu uderzyłem go w twarz i jeszcze raz i kolejny.
Nie byłem w stanie się kontrolować.
- Dlaczego nas zdradziłeś ?!
- Nie zdradziłem, od początku nie byłem z wami - uśmiechnął się wypluwając krew.
- Ty gnido! - rzuciłem nim w potłuczony już stolik. Po czym znów zacząłem okładać.
- Cruel !! - słyszałem Envy.
- Dylan do cholery - Katie.
- Zabijesz go ! - Carly.
- Przestań ! - ktoś złapał mnie za barki i starał się odciągnąć - Nie możesz go zabić, nie tu - usłyszałem. Moja ręka mimowolnie zatrzymała się. Obróciłem głowę i zobaczyłem Natalie, trzymającą mnie kurczowo. - Nie tu - dodała cicho i spojrzała na mnie ze strachem ? Szybko wstałem i odszedłem od chłopaka.
Dziewczyny od razu podleciały, chcąc mu jakoś pomoc.
- Wyrzućcie  to ścierwo z mojego domu, nie chce go więcej na oczy widzieć - powiedziałem i odpaliłem papierosa - Idziemy - dodałem po czym ruszyłem do drzwi.
Natalie potulnie za mną szła, nie chcąc zasmakować zapewne mojej furii. Wsiadłem do samochodu i odpaliłem go. Spojrzałem w  jej stronę.  Jak gdyby nigdy nic gapiła się w okno. Westchnąłem cicho i ruszyłem.
Po 30 minutach znaleźliśmy się w lesie po kolejnych 20 byliśmy na wzgórzu, z którego można było zachwycać się panoramą LA.  Od najmłodszych lat tu przyjeżdżałem i tu zawsze się uspokajałem, jednak po raz pierwszy przywiozłem tu obca osobę. Cóż sytuacja mnie do tego zmusiła.

NATALIE 
Miejsce było mroczne, ale jednocześnie piękne. Widziałam jak powoli się uspokaja,  mimo to nie chciałam pytać o nic. Wolałam nie mieć z nim problemów. Nie teraz, kiedy jestem na niego skazana. Usiadłam na trawie i patrzyłam w przestrzeń, rozmyślając.
„Jestem tu nie całe 3 miesiące, chciałam zacząć wszystko od nowa a znowu wpakowałam się w takie bagno. Chyba nigdy nie dam rady odciąć się od tego wszystkiego.” pomyślałam. Automatycznie oplotłam się ramionami dodając sobie otuchy. Po chwili poczułam materiał na ramionach, spojrzałam do góry. Dylan narzucił na mnie swoją kurtkę po czym usiadł obok i po prostu parzył przed siebie. Podziękowałam cicho i również rozkoszowałam się widokiem, który był idealny do rozmyśleń.

____________________________________________________


Liczymy na jakieś komentarze i mamy nadzieję, że rozdział się podobał! 
Akame&Alex