wtorek, 3 maja 2016

#4

____________________________________________________________


- Wiesz co, nigdy z nikim tu nie byłem. Lubię przebywać sam. Mając dookoła to całe gówno chyba inaczej się nie da, mimo to do dziś nie potrafię się kontrolować. Jak mogłaś pewnie zauważyć, nie umiem się powstrzymywać w niektórych sytuacjach. Po prostu taki jestem i za cholerę nie wiem dlaczego ci o tym mówię - powiedział lekko zmieszany.
- Nie wiem czemu, ale wiem dlaczego masz takie podejście. Nie zapominaj, że ja sama mam kilka rzeczy, które robię i tego nie kontroluje.
- Ty bez kontroli ? Matt mówił, że jesteś najbardziej opanowaną osoba na świecie.
- Opanowana ? Dobrze, że za taka mnie uważa ale tak nie jest. Poza tym być opanowanym a kontrolować się to dwie rożne rzeczy – odparłam.
- Racja.
Znowu zapadła cisza. Spojrzałam na niego chcąc zadać pytanie odnośnie Setha ale się powstrzymałam, widząc jego wzrok skupiony na mnie. Zaschło mi w gardle a jedyne o czym myślałam to jego... Usta ? „Cholera opanuj się!” zbeształam się w głowie,  lecz nie byłam w stanie odwrócić wzroku. Po chwili jakby ocknął się i wstał pospiesznie.
- Ciemno już. Strasznie długo tu siedzieliśmy. Chyba pora wracać.
- Tak masz racje. - odparłam i szybko ruszyłam do auta.
- Zostajesz dziś u mnie ? – zapytałam.
- Tak, tylko wezmę jakieś rzeczy na przebranie.
- Wiesz, że to jest niepotrzebne. Nikt za mną nie chodzi, ani nic takiego.
- Ale może w momencie, w którym spuszczę z ciebie wzrok ktoś nagle się pojawi.
- Poradzę sobie.
- Nie wątpię w to czy dasz sobie radę. Chodzi raczej o to, że mogą cie podejść. Podstępem zwabić gdzieś i zabrać.
- Nie przesadzasz ?
- Nie. Zostaje czy ci się to podoba czy nie. - warknął.
Nie odpowiedziałam mu, resztę drogi siedziałam cicho. Wkurzał mnie swoim zachowaniem. Ciągle coś mu nie pasowało. Nagle poczułam wibracje mojego telefonu. Spojrzałam na ekran. To był SMS od Alex. Odczytałam wiadomość " Możemy się spotkać dziś w MRS? Chciałam pogadać, a na trzeźwo raczej nie dam rady. Będę tam od 22 także wpadaj. " niewiele myśląc odpisałam " Jasne, będę. " jedyne co mi zostało to przekonać Dylana żeby mnie wypuścił.

Zabrał rzeczy ze swojego domu i w ciągu 15 minut byliśmy już u mnie. Cały czas patrzyłam na zegarek. Wybiła 21. Cholera miałam mało czasu.
- Dylan. Mam sprawę. – zagadałam.
- Słucham ?
- Wiesz bo Alex  chce się dziś ze mną spotkać. Pogadać o ostatniej sytuacji.
- Możemy iść, przecież nie zabraniam ci wychodzenia do ludzi – odparł.
- Tak, tylko że chciałam iść sama. Nie wydaje mi się żeby była zadowolona widząc cie ze mną, kiedy mamy się prawdopodobnie pogodzić a ona wcale cie nie zna. W sumie ja tez nie.
- Jadę z tobą. Mogę trzymać się na uboczu, nie musimy iść razem, tylko osobno. Poza tym jeżeli chcesz się o mnie czegoś dowiedzieć to pytaj.
- Dziękuje. - odparłam - To idę się szykować. - zamknęłam drzwi od pokoju i szybko przebrałam się w czarne jeansy, koszule tego samego koloru, buty na koturnie. Szminkę zmieniłam na bordowa i zabrałam mała torebkę.
- Gotowa.
- Wiec chodźmy. - powiedział ze znudzeniem i ruszył w kierunku drzwi.
Dokładnie o 22 znaleźliśmy się pod pubem. Weszłam pierwsza, a Dylan powiedział że chwile odczeka. Rozejrzałam się po sali. Kilkanaście kanap plus stół do billarda, mały bar. Typowy pub. Zerknęłam na kanapy i zauważyłam Alex .Podeszłam do niej szybko.
- Cześć.
- O już jesteś, siadaj - powiedziała cicho.
- Więc co chcesz wiedzieć ? – zapytałam.
- Jakim cudem znasz takich ludzi ? Twój brat jest bandytą ? Zabiłaś kiedyś kogoś ? Umiesz posługiwać się bronią ? Ile twój brat ma lat? - rzucała pytaniami co chwila, a ja nie byłam w stanie się skupić.
- Czekaj!  Ja może pójdę po piwo, dobra ?
- Jasne, jasne przepraszam - uśmiechnęła się.
Ruszyłam w stronę baru, przy którym już siedział Dylan. Uśmiechał się głupio.
- Z czego się cieszysz ?
- Fajny masz tyłek w tych spodniach.
- Jesteś okropny - westchnęłam i zamówiłam alkohol. Czułam jego wzrok na sobie, jednak to zignorowałam.
Po chwili dostałam swoje zamówienie i ruszyłam do stolika.
- Dobra, więc tak : mój brat jest gangsterem nie bandyta, nie kradnie. Tak jakby. Ogólnie nie jest złym człowiekiem i ma 22 lata. Ja również , razem z nim miałam kilka zatargów mafijnych, ale już z tym skończyłam. To przeszłość i nie chce do tego wracać, dlatego się przeprowadziłam. Żeby zacząć nowe życie bez etykietki, która tam była mi już przypisana.  Tak umiem się posługiwać bronią, w celach czysto obronnych. Nigdy bez powodu nikogo nie skrzywdziłam. - wygłosiłam swój monolog i czekałam na reakcje dziewczyny.
- Wow, wiesz nigdy nie miałam znajomej gangsterki!  Nie wiem jak mam się zachować ale nie chce mieć problemów. Nie znamy się praktycznie wcale, ale bardzo cię polubiłam. Mieszkamy na przeciwko siebie i powinniśmy mieć dobry kontakt, wiec chciałabym zapomnieć o tamtym feralnym wieczorze dobrze ?
- Jasne, też bym chciała o tym zapomnieć. - odparłam i uśmiechnęłam się - To co, za super sąsiadki! - dodałam i wzniosłam toast.
Po tej poważnej rozmowie znowu zaczęłyśmy gadać jak na pierwszym spotkaniu, poza tą różnicą że Alex opowiadała mi o znajomych z uczelni i wykładowcach. Byłam zadowolona z takiego obrotu spraw. Miała o czym mówić i dzięki temu ja nie musiałam się za dużo odzywać. Po kilku godzinach dziewczyna poinformowała mnie, że wychodzi.
- Ja jeszcze chwile zostanę. – odpowiedziałam, pokazując na szóste już piwo, które miałam wypite do połowy.
- Jasne, to do zobaczenia. - powiedziała i dała mi buziaka w policzek po czym ruszyła do wyjścia.
Westchnęłam cicho. „Dobrze, że skończyło się tak a nie inaczej. Może rzeczywiście możemy się zaprzyjaźnić i wszystko będzie w porządku.” pomyślałam.  Jednak skłamałam, mówiąc że nie mam już nic wspólnego z tym gównem, nadal w tym siedziałam. Odpaliłam papierosa i zamknęłam oczy. Nie za bardzo wiedziałam co mam zrobić z tą sytuacją. W głowie czułam delikatny szum, byłam już najwyraźniej lekko podpita. Kiedy otworzyłam oczy przede mną siedział Dylan z piwem w ręku.
- Jak poszło ? - zapytał bez wyrazu.
- Dobrze. Chyba mi uwierzyła w to, że nie mam nic wspólnego z tą cała Mafijną zabawą.
- Szkoda, że to nie prawda. - odparł z przekąsem.
- Ogromna. - dodałam i automatycznie złapałam sie za szwy na brzuchu - Jak to sie stało, że jesteś w tym wszystkim ?
- Skąd takie pytanie ?
- Powiedziałeś, że jeżeli chce się czegokolwiek o tobie dowiedzieć mam pytać, więc to robię.
- No, słuchasz mnie. Bardzo dobrze. Wiesz wiele rzeczy miało na to wpływ, ale jak to mówią w rodzinie nic nie ginie. Sam z siebie tu nie jestem. Mam to po prostu we krwi.
- Dlaczego tego nie zmienisz ? Nie oderwiesz się ?
- Bo jeżeli to zrobię prawdopodobnie prędzej czy później przyjdą po mnie. Dopóki nie pozbędę się tego całego ścierwa będę musiał w tym siedzieć.
- Rozumiem. - rzekłam cicho i wzięłam łyk alkoholu.
- Powiedz coś o sobie. Taka drobna, urocza dziewczyna a potrafi przejąć karabin.
- Cała ja ! - zaśmiałam się - A tak serio, mój były chłopak mnie w to wprowadził. Chciał żebym wiedziała jak wygląda jego życie. Nauczył mnie wszystkiego od podstaw. Po roku od wprowadzenia mnie w ten chory świat został 13 razy postrzelony, kiedy wysiadaliśmy z samochodu. Żałosna śmierć. Potem ja zaczęłam się w to zagłębiać, przejęłam jego ludzi, wciągnęłam brata i w wieku 18 lat razem z
Mattem zaczęliśmy ogarniać ulice z syfu. Jednak niektóre rzeczy spowodowały moje wycofanie się i przeprowadzkę.
- Jakie rzeczy ?
- Nie chce o tym mówić – szepnęłam.
Dopiłam piwo i spojrzałam na niego.
- Wracamy ?
- Taaa… - wstał i ruszył przed siebie.
Zebrałam swoje rzeczy i poszłam za nim. Kiedy wyszłam na zewnątrz, zmiana temperatury spowodowała, że zakręciło mi się w głowie. Straciłam równowagę ale w ostatniej chwili udało mi się stanąć na równe nogi. Dookoła siebie miałam już dłonie Dylana.
- Ktoś tu za dużo wypił. - zaśmiał się.
- Nie jestem pijana, to od temperatury! - tłumaczyłam się zawstydzona.
- Jasne, chodź - powiedział i złapał mnie za rękę ciągnąc w stronę taksówek.

Kiedy dojechaliśmy nie mogłam dać sobie rady z wciśnięciem cholernego guzika windy. Słyszałam jak dupek Dylan się śmieje. Po chwili wyręczył mnie i weszliśmy do windy. Spojrzałam na niego, po czym przytuliłam się.
- Co ty robisz ? - zapytał wyraźnie zdezorientowany.
- Opieram się. - odparłam sennie.
- Gdzie masz klucze od mieszkania?
- W torebce. – podtrzymując mnie jednym ramieniem, drugą ręką szukał kluczy.
Po chwili byliśmy pod drzwiami, a on prowadząc mnie co chwila dziwnie oglądał sie za siebie. W tej sytuacji miałam to gdzieś. Kiedy w końcu otworzył te cholerne drzwi, ruszyłam na kanapę. Wolno zdejmowałam buty i kurtkę. Po czym rozłożyłam się na niej.
Jedyne co usłyszałam potem to głośne westchnienie i silne ramiona podnoszące mnie do góry.

DYLAN
„Co za dziewucha. Upija się, klei do mnie i zasypia dodatkowo na moim prowizorycznym łóżku,  a ja muszę  się powstrzymywać. Cholera.” pomyślałem.  Zaniosłem ją do jej pokoju, położyłem  i przykryłem kołdrą.  Na twarzy miała delikatny uśmiech, kosmyk włosów zabłąkał się na jej twarzy wiec szybko go odgarnąłem i odruchowo dałem buziaka w czoło. " Co ja odpierdalam!" warknąłem w myślach i szybko się podniosłem. Zamknąłem za sobą drzwi od jej pokoju i ruszyłem do łazienki wziąć orzeźwiający prysznic. Potem sprawdziłem tylko czy drzwi wejściowe są zamknięte i rzuciłem się na kanapę, szybko zasypiając.

NATALIE
Kiedy się obudziłam miałam delikatnego kaca. Mimo to pamiętałam cały wieczór. Dylan był o dziwo do zniesienia. Moja głowa pulsowała sprawiając, że miałam ochotę sobie ją oderwać. W takich chwilach cholernie się cieszyłam, że poniedziałki miałam wolne i mogłam sobie odpocząć po ewentualnej imprezie. Wstałam i zabrałam rzeczy na przebranie, po czym po cichu czmychnęłam do łazienki. Zmycie makijażu oraz ogólna czystość  zewnętrzna dawała mi sile do walki z bólem głowy. Ubrałam spodenki i bokserkę, po czym ruszyłam do kuchni po wodę i aspirynę. Dylan spał w najlepsze na kanapie mając gdzieś co się dzieje dookoła. Zaśmiałam się na ten widok. Zrobiłam sobie szybkie śniadanie i ruszyłam do swojego pokoju nie chcąc go jeszcze budzić.
Stanęłam przed lustrem i podniosłam koszulkę spoglądając na moje szwy. Katie najwyraźniej znała się na rzeczy, bo nic się nie rozchodziło ani nie paprało. Poza tym tabletki i maść, którą mi dała pomagały w stłumieniu bólu.
- Musze się do niej zgłosić za tydzień na zmianę szwów a potem kolejne 2 tygodnie i wszystko powinno się zrosnąć. - westchnęłam cicho, ja naprawdę sprowadzałam na siebie same kłopoty. Usiadłam na łóżku i wzięłam podręcznik z psychologii ekonomicznej, po czym zagłębiając się w lekturę robiłam się coraz bardziej senna.


___________________________________________________________


Kolejny rozdział, nadal czekamy na jakiś odzew od strony czytelników! Jeżeli ktokolwiek jest.



Akame&Alex

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

#3


DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Póki co wszystko szło po mojej myśli. Kontakt z Carly zelżał. Nie rozmawiałyśmy za wiele, ewentualnie wymiana krótkiego cześć w momencie wchodzenia na zajęcia. Alex widziałam tylko kilka razy od tamtego czasu i było mi jej szkoda, bo wiedziałam, że nie wie co się tam stało i dlaczego się stało. „Jestem zmęczona” pomyślałam i westchnęłam cicho, spoglądając na slajdy wyświetlane przez wykładowcę. Nie potrafiłam się skupić. Na szczęście Matt miał po mnie przyjechać i zabrać na weekend do domu.
„Muszę spędzić trochę czasu z kimś bliskim, bo oszaleję.”  powiedziałam do siebie w myślach.

Po 16 wyszłam szybko z sali i skierowałam się do drzwi głównych. I szczerze? Byłam zajebiście przerażona tym co zobaczyłam.

DYLAN
- Halo?
- Słuchaj stary, zabierz dzisiaj z uczelni Carly bo z tego co wiem Północni znowu wpadli w odwiedziny. – usłyszałem w słuchawce głos Dereka.
- Jasne, dzięki za informacje.
Nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się i ruszyłem do auta. Po trzydziestu minutach jazdy byłem pod uniwersytetem.  Była 15.45, więc wiedziałem, że Carly powinna pojawić się lada moment. Moją uwagę przykuła osoba paląca papierosa przed wejściem. To był Matthew Foster, brat Natalie. Nie widziałem go od tamtej sytuacji w klubie.
„ No cóż, pewnie dba o siostrę tak jak obiecał” pomyślałem, wyłączyłem auto i czekałem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy nagle chłopak dostał w ramię i upadł. Nie myśląc wiele, zabrałem broń ze schowka i ruszyłem w jego stronę. Rozglądałem się dokładnie, ale wokoło nikogo nie było. Przewróciłem chłopaka na plecy.
- Kurwa.. Kto… Kto to był? – zapytał.
- Nie mam pojęcia, ale obecnie masz kulkę w ramieniu, więc dzwonię po karetkę. – rzuciłem i wybrałem numer. Chłopak był coraz bardziej wściekły.
- Nie potrzebuje karetki. – warknął.
- Masz Medyka na miejscu? Bo jak nie, to wiesz mi, że trudno będzie to wyjąć z twojego ramienia. – zaśmiałem się.
- Poradzę sobie. – burknął.
- MATT?! Wszystko w porządku?! – między nas wpadła Natalie i obejrzała brata. – Kurwa co się stało?! – zapytała, spoglądając na mnie.
- Jedyne co widziałem, to jak dostał kulkę. Nie wiem gdzie jest ta osoba, chyba szybko się zwinęła.
- Matt, możesz ruszać ręką? – zapytała, olewając moją odpowiedź.
- Tak, spokojnie. Zadzwoń do Vinca.
- Nie.
- Słucham? Zadzwoń do kurwy nędzy Nat!
Przyglądałem się tej wymianie zdań i za bardzo nie rozumiałem co się działo.

NATALIE
Byłam zła, cholernie zła. Łzy tańczyły mi  oczach, ale nie mogłam ich wypuścić. Musiałam  być silna. A przynajmniej starać się taką być.
- Sam zadzwoń. Wiesz co będzie, jeżeli ja zadzwonię. – odparłam.
- Niby co?! Nie rozumiem dlaczego do cholery zostawiłaś wszystkich i udajesz, że masz wspaniałe życie i zajebistych znajomych! A co najlepsze bawisz się z naszymi wrogami! Jak się z tym czujesz?! Oszukałaś nas wszystkich! – wykrzyczał mi w twarz. Nie wytrzymałam i uderzyłam go.
- NIE WIESZ CO ON MI ZROBIŁ! Nie wiesz jak bardzo musiałam się postarać, żeby się wyrwać! Jak długo się chowałam! I nie zadaję się z żadnym wrogiem! Jestem neutralna do cholery! – łzy pociekły mi po policzkach. Odwróciłam wzrok w przeciwna stronę.
- Wstawaj, nie będziemy robić tu przedstawienia.  – powiedziałam do brata i spojrzałam na Dylana. – Masz jakiegoś Medyka w okolicy? Chcę, żeby ktoś to załatwił bez zbędnych pytań. Zapłacimy ile trzeba.
- Jasne, jedźcie za mną. – odparł i odszedł. Matt podniósł się z ziemi i usiadł na miejscu pasażera, a ja usadowiłam się za kierownicą i czekałam aż Dylan wyjedzie na drogę.
„A miałam się od tego oderwać. Cudownie.” pomyślałam i ruszyłam za chłopakiem.

DYLAN
„Dlaczego ja się zgodziłem? Przecież Katie mnie zabije za to, że sprowadzam jej obcych na głowę. A jak tam będzie Envy, to ja już nie mam pytań.”
- Katie słuchaj, mam postrzelonego w ramię faceta. Na oko dwadzieścia dwa lata, zaraz będę w domu. Musisz się nim zająć. Zapłacą ci.
Nie zważając na jej pytania, rozłączyłem się.
„Brawo Dylan! Teraz będziesz miał przejebane” pomyślałem.

Dojechałem do domu, a zaraz za mną zaparkowała Natalie.
- Chodźcie. – powiedziałem i ruszyli za mną.
- Katie! – krzyknąłem będąc w kuchni. Natalie gdzieś się zapodziała, a Matt siedział na krześle. Usłyszałem kroki na schodach.
- No nareszcie… - ujrzałem faceta z pistoletem przy głowie mojej przyjaciółki. – Kurwa – dodałem.
- Dobra cwaniaczki, teraz macie mnie słuchać. W ciągu trzech godzin macie przywieźć mi wszelke możliwe zapasy broni, amunicji oraz oddać ¾ dochodów z klubów. Inaczej przestrzelę jej łeb, rozumiecie?
Bez słowa spojrzałem na Matta, a ten bez zbędnego gadania wyjął telefon.
„ Sytuacja nie jest bez wyjścia, ale jeżeli chcę coś zrobić będę musiał cholernie zaryzykować” pomyślałem.
Nagle za facetem przeleciały mi brązowe włosy, chwilę potem usłyszałem wystrzał. Złapałem Katie i szybko ją obejrzałem. Była cała. Spojrzałem w stronę dziewczyny, która powoli wstawała. Gość leżał bez ruchu pod jej nogami, zapewne ogłuszony.
Nagle Natalie zaczęła lecieć w dół. Złapałem ją i spostrzegłem co się dzieje.
-Kurwa… - warknąłem. Krwawiła obficie z brzucha. Zakasłała delikatnie, a jej usta pokryły się szkarłatem.
- Cholera.. – szepnęła i zaczęła zamykać oczy.
- Hej!  Patrz na mnie!! – krzyknąłem do niej. Podniosłem ją i położyłem na stole. Matt patrzył na całą sytuacje jakby się zaciął, a Katie szybko i sprawnie zaczęła rozstawiać swoje narzędzia.
- Dylan, zabierz go stąd. Później się nim zajmę.  – powiedziała, patrząc na chłopaka. Złapałem go za ramię i pociągnąłem w stronę salonu. Wyrwał mi się i dopadł do typa. Bez słowa zaczął okładać, budzącego się faceta. W sumie nic mnie to nie obchodziło, ale Katie zaczęła krzyczeć, że to przeszkadza jej się skupić. Złapałem Matta za szmaty i przeciągnąłem do salonu. W międzyczasie przyjechał Caleb z Carly, która była przerażona kiedy zauważyła Natalie na naszym stole.
- Caleb zajmij się nim. – wskazałem na poobijanego faceta – I zabierz ją. – dodałem, patrząc na Carly.
Stanąłem przy Katie patrząc co robi. Widziałem, że stara się robić wszystko w miarę delikatnie, bo znieczulenie w tym momencie nie dużo dawało dziewczynie, która wręcz chciała krzyczeć z bólu ale twardo się trzymała. Westchnąłem i potargałem ją po włosach, po czym złapałem za rękę. Ścisnęła ją od razu, utrudniając dopływ krwi do kończyny.
- Z tego co widziałem niezłe z ciebie ziółko, przeżyjesz i to. – powiedziałem patrząc na nią. W odpowiedzi wysłała mi krzywy uśmiech.

NATALIE
Bolało jak cholera, ale nie mogłam zamknąć oczu. Nie teraz. W dłoni nadal trzymałam rękę Dylana, co nie powiem, pomagało. Mogłam odebrać sobie bólu chociaż trochę. Matt gdzieś zniknął, słyszałam jak krzyczy zza ściany, ale Dylan kompletnie go olewał. Po kilku kolejnych krzykach chłopak odpowiedział mu krótkie „Ratuję ci siostrę, wiec się zamknij” po czym nie słyszałam już go nie słyszałam. Katie delikatnie zaszywała moją ranę, co oznaczało, że zbliżał się koniec katorgi. Kiedy zaczęła odkładać narzędzia i ściągnęła rękawiczki, podziękowałam jej cicho na o odpowiedziała uśmiechem. Nie miałam siły wstać, ani tym bardziej żeby się odezwać. Usłyszałam tylko „Musi odpocząć. Zabierz ją, do któregoś z pokoi” po czym zapadła błoga ciemność.

Obudziłam się strasznie przytroczona. Nie wiedziałam gdzie jestem, ale czułam czyjąś obecność. Podniosłam się delikatnie i zauważyłam mojego brata siedzącego na fotelu obok. Spojrzałam na jego zabandażowane ramię i wszystko zaczęło do mnie wracać.
- Cholera. – syknęłam cicho, po czy spróbowałam wstać. Kiedy się odkryłam, byłam zdziwiona faktem, że jedyne co na sobie mam to bielizna i jakaś bluzka, która była na mnie za duża. Nie przejmując się tym jak wyglądam postanowiłam wyjść z pokoju i udać się do pomieszczenia, gdzie słyszałam głosy jakichś osób.  Weszłam jak gdyby nigdy nic do dużego salonu i w tym samym momencie poczułam się wręcz nago. Sześciu obcych facetów gapiło się na mnie z szokiem wymalowanym na twarzy.
-Nudzi ci się? – usłyszałam przy swoim uchu i odskoczyłam, co wywołało kolejne warknięcie z bólu.
- Nie za bardzo. Ale chciałabym wiedzieć, co do cholery się dzisiaj wydarzyło. – odpowiedziałam chłopakowi.
- Chodź. – załapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę. – Zaraz wrócę. – dodał do tamtych.
- DYLAN! Tylko nie za głośno!  - usłyszałam za nim i potrząsnęłam głową. Co za dzieci. Chłopak skierował się ze mną do pokoju, w którym byłam z bratem. Matt nadal spał. Spojrzałam na Dylana.
- Nie będziesz z tego zadowolona, ale z tego co wiem Północni chcą wybić największe grupy w LA jak i poza nim. Jak wiemy, twój brat ma władze nad cała PK, a ja zajmuje sie południowym LA. Jesteśmy jako pierwsi na ich liście i o dziwo bardzo interesujesz ich ty. Nie wiem dlaczego, ale sie dowiem. Jedyną rzeczą, którą musisz teraz zrobić to albo wrócić do domu i być pod opieka brata, albo przyłączyć się do nas. Szczerze ? Widzę twoja minę i wiem jak zareagujesz ale dziewczyny prawie nas odstrzelały, kiedy usłyszały, że masz sobie radzić sama. Nie wiem czy to dlatego, że powiedział tak twój brat czy co, ale wyszło na to, że musisz być pod ochroną - zakończył monolog.
- Nie mam nic do powodzenia ?
- Nie za bardzo
- Genialnie, zostaje w LA. Nie wracam tam
- W takim razie przywitaj się ze swoim prywatnym ochroniarzem - zaśmiał sie
- Słucham ? Dlaczego Ty ?
- Bo twój brat nie zgodził się na nikogo innego.
- Kretyn. Dobra w takim razie mogę już jechać do domu?
- Zostajesz tu
- Słucham ?
- Zostajesz
- Chyba coś ci się pomyliło ! Mam własne mieszkanie i życie! Poza tym was nie znam i już nie powinno mnie tu być !
- W takim razie pojadę z tobą - zaśmiał się głupio.
- Dobrze wole to, niż siedzenie tutaj. - odparłam po czym zauważyłam jego zdziwienie.
Nie skomentowałam zachowania chłopaka. Podniosłam się delikatnie i poszłam obudzić brata. Wstał niemal od razu. Ubrałam swoje dżinsy i ruszyłam do wyjścia. A za mną chłopcy.
Wyszłam z domu bez słowa. Nie znałam tych ludzi i nie chciałam ich poznać. Chciałam się oderwać. Westchnęłam. W torebce odnalazłam papierosa i zapalniczkę. Uradowana odpaliłam i czekałam aż w końcu wyjdą.
- Miałaś nie palić - usłyszałam Matta
- Sytuacja mnie do tego zmusiła - odparłam - Poza tym mój ochroniarz też pali, wiec nie wytrzymała bym bez papierosów - dodałam patrząc jak Dylan odpala fajkę. Mój brat pokręcił z poirytowaniem głowa i ruszył do samochodu.
- Wracam do Północnej Karoliny . Uważaj na siebie dobra ? - zapytał łapiąc za klamkę
- Jasne jak zawsze - odparłam i ruszyłam za Dylanem.
Byłam zła na brata za takie zachowanie. Prawie zginęłam, a on jak zwykle po wszystkim udawał, że nic się nie stało.
Przez cała drogę do mojego mieszkania odezwałam sie do Dylana tylko raz, informując go pod jaki adres ma dokładnie jechać. Nie znałam faceta siedzącego obok mnie i czułam, że z tej znajomości będą tylko i wyłącznie większe kłopoty.
Wchodząc do mieszkania od razu otworzyłam okno. Było mi duszno, a poza tym nie chciałam patrzeć na chłopaka,  który przylazł za mną aż tu.
- Możesz już wracać, jestem bezpieczna.
- Zostaje
- Słucham ?
- Nie wiadomo czy ktoś się nie włamie, albo nie będzie chciał cie złapać w trakcie schodzenia na dół. Nie wiesz co się może zdarzyć, wiec zostaje tu na noc i to nie pierwszą pewnie - zaśmiał się.
- Gdyby nie to, że kilka godzin temu miałam kulkę w brzuchu i cholernie mnie boli to wyrzuciłabym cię stad prędzej, niż zdążył byś pomyśleć o tak głupim pomyśle jak zostanie na noc.
- Oboje wiemy, że chcesz żebym został - zaśmiał się i zbliżył niebezpiecznie.
- Nie wydaje mi się - odparłam i odetchnęłam go delikatnie. - Skoro tak, zaraz przyniosę ci jakaś kołdrę, znaj moja łaskę. Kanapa jest twoja. - powiedziałam i udałam się do sypialni. Przyniosłam mu pościel po czym bez słowa poszłam do łazienki wziąć kąpiel.
Byłam cholernie zmęczona i obolała, a do tego miałam w mieszkaniu obcego faceta, na co mój brat bez problemu się zgodził. Po godzinie wyszłam z wanny i ubrałam spodenki oraz bluzkę na ramiączka. - Łazienka wolna - powiedziałam wyjmując wodę z lodówki. Nie odpowiedział nic, czułam jak dokładnie skanuje każdy kawałek mojego ciała, co spowodowało gęsia skórkę. - Dobranoc - dodałam i udałam się do siebie.
- Nienawidzę tego dnia – szepnęłam, po czym położyłam się do łóżka.

DYLAN
„Miałem ochotę się na nią rzucić. Ona specjalnie się tak ubrała czy o co chodzi ?! Jeszcze chwila a... Cholera.” pomyślałem. Stałem pod prysznicem chcąc ogarnąć swoje myśli. „Nie dość, że zostaje u tej dziewczyny prawdopodobnie na dłużej, bo jak idiota zgodziłem się być jakimś ochroniarzem. Jakim cudem one mnie przekonały !? Dodatkowo nawet nie mogę jej przelecieć, bo będzie mnie ścigać jej cholerny brat. A takiej w łóżku jeszcze nie miałem.”  zaśmiałem się do swoich myśli. Kiedy wszystko uspokoiło się w mojej głowie, wyszedłem spod prysznica. Ubrałem bokserki i koszulkę, po czym udałem się do salonu. Napisałem Carly, że wszystko z nią w porządku i położyłem się  spać. Już widzę to dogadywanie się miedzy nami.

NATALIE
Stoję patrząc na polane przede mną. Widzę znajome twarze. Radosna schodzę z górki żeby przywitać się z przyjaciółmi. Witam się z Amy, Rebecą i Kim, po czym siadam miedzy nimi ogrzewając się przy ognisku. Chłopcy jak zwykle kłócą się o to, kto wypije więcej a my śmiejemy się z ich starań. „Tak za tym tęskniłam”  myślę i przytulam się do przyjaciółek. Nagle wszystko się rozpada i wszyscy znikają zostaje tylko ja, Kim i West. Nagle chłopak wyjmuje broń i celuje we mnie. Zamykam oczy i czekam aż poczuje ból, jednak on nie nadchodzi. Otwieram je i widzę moja przyjaciółkę leżąca pod moimi nogami. Z jej klatki piersiowej sączy się krew barwiąc koszulkę i trawę na czerwono. Patrzę zaszokowana, łzy lecą po moich policzkach. West znika a ja klękam przy jej ciele " To nie twoja wina " szepcze i zamyka oczy. Płacze, krzyczę i wołam o pomoc. Nie  nie nie kurwa nie!

DYLAN
Sen przerwał mi krzyk. Szybko wyskoczyłem z kanapy nasłuchując. Ponownie krótkie i głośne - pomocy- a zaraz po tym szloch. Czym prędzej wpadłem do sypialni Natalie i zobaczyłem jak wije się na łóżku, łkając. Złapałem ją delikatnie za ramiona i potrząsnąłem
- Obudź się ! – krzyknąłem
Wyrywała mi się i zapłakała głośniej. Nie wiedząc co robić przytuliłem dziewczynę do siebie i cicho szeptałem aby się obudziła. Po chwili przestała się rzucać. Odsunąłem ją od siebie i spojrzałem w zapłakane oczy. Była w szoku.
- Nie wiem o co chodzi, ale chyba miałaś zły sen. Nie wiedziałem co mam robić wiec..
- Dziękuje - przerwała mi cicho i wtuliła się jeszcze bardziej, cicho łkając.
Głaskałem  ją delikatnie po ramionach. Po chwili jej oddech zwolnił, a płacz zanikł. Zasnęła. Delikatnie położyłem  ją na łóżku i przykryłem kołdra.  „Chyba będę musiał zapytać o co chodzi. Bo jeżeli co noc dzieją się takie rzeczy to trzeba coś z tym zrobić.” Pomyślałem. Wyszedłem  z pokoju i zamknąłem drzwi. Podszedłem do okna i wziąłem papierosa. Myśli warowały w mojej głowie.
-W sumie cholera dlaczego się tak przejmuje ? Nie znam jej. Ale czuje, że nie jest mi obca. Widziałem tą dziewczynę tylko kilka razy a rozmawiałem jeszcze mniej. Cholera.- powiedziałem do siebie.
Zgasiłem papierosa i położyłem  się spać. Bez sensu było rozmyślać w nocy i tak rano nie będzie to miało większego sensu.

NATALIE

PORANEK
Obudziłam się około godziny 7. Świadomość tego kto jest za ściana nie wywoływała we mnie żadnych emocji. Po wczorajszej sytuacji,  kiedy musiał mnie budzić z koszmaru i wręcz się na niego rzuciłam miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
„Ale nie pokaże mu że jest mi głupio. Musze się uspokoić.” Pomyślałam.  Spojrzałam na telefon i w momencie miałam ochotę dać sobie w twarz. Osiem nieodebranych połączeń od mamy. Zapomniałam włączyć telefon przed snem. Pewnie się martwiła, miałam być na weekend w domu. Czym prędzej oddzwoniłam do niej.
- Cześć mamo, przepraszam ze nie odbierałam. Dość długo się wczoraj uczyłam i zasnęłam nad książkami – tłumaczyłam się .
- Jasne, nic się nie stało. Nie miałaś czasem przyjechać na ten weekend ?
- Tak, miałam. Ale mam strasznie dużo materiałów do przerobienia na uczelnie a w domu się nie skupie. Nie chciałabym mieć braków, rozumiesz ?
- Oczywiście kochanie, dobrze że jesteś tak sumienna na studiach. W przeciwieństwie do tego co było w liceum.
- Wiem, wiem. Spokojnie nie mam kontaktu z tymi ludźmi – odpowiedziałam i skierowałam się do kuchni.
- Co masz dziś w planach? - zmieniła temat.
- Póki co to robię sobie kawę. Potem dokończę notatki. I pewnie jakoś zleci. Zadzwonię do ciebie wieczorem dobrze ? Musze się rozbudzić.
- Dobrze. Uważaj na siebie, kocham cię.
- Kocham cię pa – rozłączyłam się i westchnęłam cicho. Spojrzałam na kanapę. Dylan leżał na niej rozwalony, a koc spoczywał obok na podłodze. Westchnęłam cicho i podeszłam. Wzięłam koc w rękę i delikatnie przykryłam chłopaka, po czym wróciłam do kuchni. Zalałam kawę i udałam się po cichu do swojego pokoju, w celu zrobienia cholernych notatek. Psychologio społeczna nadchodzę.
Około godziny jedenastej zrobiłam się głodna, więc postanowiłam przygotować jakieś śniadanie. Dylan nadal spał i miał wszystko gdzieś. Włożyła w uszy słuchawki i zaczęłam pichcić jedzenie, delikatnie podrygując w rytm muzyki. Kiedy obróciłam się po raz kolejny zauważyłam Dylana, stojącego za mną. Szybko wyciągnęłam słuchawki z uszu i poczułam jak robię się cała czerwona.
-Cześć.
- Fajnie tańczysz w kuchni- olał moje przywitanie.
- Tsa, zazwyczaj włączam wieże ale nie chciałam cie budzić.
- Nie trzeba było, dobrze że się obudziłem. - uśmiechnął sie znacząco - Oooo śniadanie cudownie.
- Eeeeej! Kto powiedział, że jest dla ciebie ?
- Jestem gościem. Już tak to jest, że gości się karmi – odpowiedział, po czym nałożył sobie trochę jajecznicy z boczkiem.  - Poza tym uwielbiam kobiety w kuchni – dodał i ukradł mój sok.
- Nie będę tego komentować – warknęłam cicho i nałożyłam sobie śniadania.
Usiedliśmy naprzeciw siebie i jedliśmy w ciszy. Dziwnie się czułam, przebywając z kimś w swoim mieszkaniu o takiej porze. Zawsze byłam tu sama i pasowało mi to ale taka odmiana nie była zła.
- Tylko się nie zakochaj - uśmiechnął się i za pozował.
- Nie mam zamiaru - odpowiedziałam z przekąsem i odwróciłam wzrok.
Cisza panująca w pokoju była dla mnie nie do wytrzymania. Włączyłam cicho muzykę i jadłam dalej. Po skończonym posiłku otworzyłam okno i usiadła na parapecie, z zamiarem zapalenia papierosa. Wkurzona szukałam zapalniczki, której jak na złość nie mogłam znaleźć.
- Masz. – usłyszałam i dostałam moją zapalniczkę.
- Dzięki – odpowiedziałam i spojrzałam na krajobraz za oknem.
Po zgaszeniu papierosa, zeskoczyłam z parapetu i udałam się do swojego pokoju. Tego dnia nie byłam chętna na rozmowy.

DYLAN
Weszła do swojego pokoju dobra godzinę temu. W tym czasie rozgościłem się, wziąłem prysznic, zrobiłem sobie kolejna kawę i włączyłem telewizor. Po chwili usłyszałem dźwięk mojego telefonu.
- Halo ?
- Dylan, przyjedź do domu. Seth znowu odwala po dragach a chłopcy gdzieś wyszli i nie możemy sobie z nim poradzić - powiedziała Katie. W tle usłyszałem odgłos tłuczonego szkła.
- Jadę - odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Wstałem i zapukałem do pokoju Natalie.
- Chodź, muszę na chwile wrócić do siebie.
- Mogę tu zostać.
- Nie nie możesz.
- Ale chce ?
- Nie denerwuj mnie i chodź. Będziemy ze sobą 24 /7 tylko przez najbliższe kilka dni, póki nie zauważą, że jestem twoim cieniem. Potem ograniczymy się do telefonu. - powiedziałem starając się zachować w sobie resztki spokoju.
- Ech, dobra - wstała leniwie i zgarnęła torebkę - Chodźmy. - dodała.
Ruszyliśmy w stronę drzwi, po czym pojechaliśmy ogarnąć tego idiotę.

NATALIE
Właściwie nie wiedziałam po co jedziemy do jego domu, ale póki co nie miałam nawet zamiaru o to pytać.
„Niech załatwia swoje sprawy, a mi w końcu pozwoli zostać samej ze sobą. Mimo że spędziliśmy dopiero dobę razem, już mam tego dość. Cały czas jest w moim otoczeniu a to mi się w cholerę nie podoba.” z zamyślenia wyrwał mnie jego głos
- Wysiadasz czy zostajesz ? - rzekł. Spojrzałam przed siebie, w sumie  co mi szkodzi.
- Idę.
Bez słowa wyłączył auto i ruszył do bramy. Potulnie szłam za nim. Kiedy byliśmy pod drzwiami usłyszałam krzyki i odgłosy rozwalania szkła, dużej ilości szkła. Spojrzałam na niego pytająco, ale ten bez słowa wszedł do domu. To co zobaczyłam wprowadziło mnie w nie mały szok. Lustro w holu było rozwalone, tak jak wazon stojący na szafce. Przeszłam przez szkło i dalej kroczyłam za Dylanem, który z każdym krokiem wydawał się być coraz bardziej spięty i zły. Spojrzałam na salon i zerknęłam w stronę kuchni. Naczynia były porozwalane, wszystko potłuczone, szklany stolik również już nie nadawał się do użytku, telewizor był rzucony na podłogę a w środku całego tego syfu stał Seth. Dylan czym prędzej podbiegł do niego i przygwoździł do ściany. Nie chciałam się mieszać , wiec szybko cofnęłam się w stronę drzwi wejściowych. Usłyszałam tylko strzępki rozmowy, ale zrozumiałam że to co tu się wydarzyło było sprawka chłopaka.


DYLAN
- Do  cholery jasnej! Co ty sobie wyobrażasz ? Daje ci dach nad głowa, prace, jedzenie. A ty tak mi się odpłacasz ?! - krzyknąłem wściekły.
- Skończ pierdolić! Sprowadziłeś na mnie ten syf Dylan - wybełkotał.
- Jaki syf ?
- Ten! Wszystko zniszczyłeś ! Rembert nie chciał wiele, miałem mu tylko przyprowadzić dziewczynę! To on mi dał wszystko ! Dzięki niemu mogę wyrwać sie z tego gówna - krzyknął.
- Jaką dziewczynę ? - warknąłem i uderzyłem go w twarz.
- Mała urocza i kurwa z niewiadomego powodu wszystkim znana Natalie Foster! To ja miałem się koło niej zakręcić ale nie, wielki Hunt musiał się do niej dobrać pierwszy! Do tego dogadałeś się z jej bratem, pozwala ci ją bzykać za hajs? - zaśmiał się.
- Jaki ty jesteś głupi Seth - zaśmiałem się,  po czym znowu uderzyłem go w twarz i jeszcze raz i kolejny.
Nie byłem w stanie się kontrolować.
- Dlaczego nas zdradziłeś ?!
- Nie zdradziłem, od początku nie byłem z wami - uśmiechnął się wypluwając krew.
- Ty gnido! - rzuciłem nim w potłuczony już stolik. Po czym znów zacząłem okładać.
- Cruel !! - słyszałem Envy.
- Dylan do cholery - Katie.
- Zabijesz go ! - Carly.
- Przestań ! - ktoś złapał mnie za barki i starał się odciągnąć - Nie możesz go zabić, nie tu - usłyszałem. Moja ręka mimowolnie zatrzymała się. Obróciłem głowę i zobaczyłem Natalie, trzymającą mnie kurczowo. - Nie tu - dodała cicho i spojrzała na mnie ze strachem ? Szybko wstałem i odszedłem od chłopaka.
Dziewczyny od razu podleciały, chcąc mu jakoś pomoc.
- Wyrzućcie  to ścierwo z mojego domu, nie chce go więcej na oczy widzieć - powiedziałem i odpaliłem papierosa - Idziemy - dodałem po czym ruszyłem do drzwi.
Natalie potulnie za mną szła, nie chcąc zasmakować zapewne mojej furii. Wsiadłem do samochodu i odpaliłem go. Spojrzałem w  jej stronę.  Jak gdyby nigdy nic gapiła się w okno. Westchnąłem cicho i ruszyłem.
Po 30 minutach znaleźliśmy się w lesie po kolejnych 20 byliśmy na wzgórzu, z którego można było zachwycać się panoramą LA.  Od najmłodszych lat tu przyjeżdżałem i tu zawsze się uspokajałem, jednak po raz pierwszy przywiozłem tu obca osobę. Cóż sytuacja mnie do tego zmusiła.

NATALIE 
Miejsce było mroczne, ale jednocześnie piękne. Widziałam jak powoli się uspokaja,  mimo to nie chciałam pytać o nic. Wolałam nie mieć z nim problemów. Nie teraz, kiedy jestem na niego skazana. Usiadłam na trawie i patrzyłam w przestrzeń, rozmyślając.
„Jestem tu nie całe 3 miesiące, chciałam zacząć wszystko od nowa a znowu wpakowałam się w takie bagno. Chyba nigdy nie dam rady odciąć się od tego wszystkiego.” pomyślałam. Automatycznie oplotłam się ramionami dodając sobie otuchy. Po chwili poczułam materiał na ramionach, spojrzałam do góry. Dylan narzucił na mnie swoją kurtkę po czym usiadł obok i po prostu parzył przed siebie. Podziękowałam cicho i również rozkoszowałam się widokiem, który był idealny do rozmyśleń.

____________________________________________________


Liczymy na jakieś komentarze i mamy nadzieję, że rozdział się podobał! 
Akame&Alex

poniedziałek, 14 marca 2016

#2

Miłego czytania! 
_________________________________________________________


DYLAN
Kurwa wiedziałem, że to się tak skończy. Patrzyłem na dziewczynę i byłem  zszokowany. Nie dygotała i nie krzyczała jak reszta tłumu. Po prostu stała i obserwowała, jakby chciała zobaczyć skąd przyszedł strzał.
- Uważaj! – krzyknęła i rzuciła się na mnie. Wylądowałem na parkiecie a ona na mnie.
- Co do kurwy?! – warknąłem.
- Prawie dostałeś kulkę w łeb. – odpowiedziała.
- A ty ze służb specjalnych, czy jak?
- To nie czas na żarty! – szybko podniosła się i podeszła do loży. Poszedłem tuż za nią. Na szczęście wszyscy już tam byli.

NATALIE
- Boże Nat! – usłyszałam płaczliwy głos i po chwili poczułam jak obejmują mnie ramiona Alex. Oddałam uścisk.
- Spokojnie, nic mi nie jest. – powiedziałam – Jesteś cała?
- Tak, na szczęście Seth był obok i mi pomógł. Nie wiem co bym zrobiła. – załkała cicho.
- Spokojnie, zaraz wszystko się uspokoi.
Spojrzałam przed siebie i poczułam jak ziemia pode mną się zapada. Przed nami stał wysoki brunet, z AK-47 w ręku a za nim stała banda idiotów. Zauważyłam, że Dylan ruszył do przodu razem z chłopakami, chcąc nas osłonić.
„Idioci” pomyślałam.
Przypatrywałam się twarzy chłopaka i aż się we mnie gotowało.
- Kurwa mać! – warknęłam i przepchnęłam się między Dylanem, a Calebem.

DYLAN
- Co ona do cholery wyprawia?! – zapytałem Caleba.
- Nie mam pojęcia. Mam ją łapać?
- Nie poczekaj, wykorzystamy ich roztargnienie kiedy ją zobaczą i wtedy bez kłopotu zdejmiemy. Okej?
- Jasne.

NATALIE
- Matt jesteś idiotą! – krzyczałam i wpadłam na chłopaka przede mną – Co ty sobie wyobrażasz, wpadając tu i niszcząc mi imprezę?! – warknęłam. Mój brat był w ciężkim szoku, bo patrzył się tylko jakby zobaczył ducha. Wściekła wyrwałam mu broń i przyłożyłam do jego klejnotów.
- Jak się odezwiesz, to pozbawię cię tego za czym latają te wszystkie laski. – warknęłam.
- Siostra! To nie tak, jak chciałem… To znaczy wiesz, martwiłem się?
- Martwiłeś się? I dlatego przyszedłeś z tym  – wskazałam na broń – i z nimi?! – wskazałam na jego kumpli. – Miałeś z tym skończyć! – dodałam.
- Ja nie chcę się od wszystkich odwracać, doskonale wiesz, że…
- Zamknij się! Czego tu szukasz?
- Przyszedłem spotkać się z grupą Cruela.
- Kogo?
- Moją. – usłyszałam za sobą.
„To chyba jakieś jaja!” pomyślałam i spojrzałam na Dylana.

DYLAN
„Nie wierzę. Ona jest siostrą tego dupka? Co prawda nie są to Północni, ale nie podoba mi się to, że on się tu pojawił.”
Podszedłem do nich powtarzając odpowiedź.
- Moją. – powiedziałem i spojrzałem na nią.
- Cudownie. – powiedziała do siebie i spuściła wzrok. Chwilę później zobaczyłem, jak Matt wyciągnął zza pleców broń. Chciałem czym prędzej złapać jego rękę, ale zauważyłem coś bardziej ciekawego. Ta mała dziewczyna celowała do własnego brata z AK-47.
- Co ty robisz mała? – warknął wściekle.
- Ogarniam cię. Nie wiem, czy zauważyłeś ale to moi znajomi.
- Szybko sobie ich znajdujesz.
- Taki typ. – odwarknęła.
- Może powinniśmy porozmawiać na spokojnie, a nie mierzyć sobie w głowy? – dodałem od siebie.
Dziewczyna spojrzała na mnie, po czym oddała broń bratu.
- Pogadajmy na osobności. – powiedziałem do chłopaka i skierowałem się na zewnątrz.
- Jasne. – usłyszałem w odpowiedzi.
Wyszliśmy z klubu, a rześkie powietrze uderzyło mnie w twarz. Odpaliłem papierosa i spojrzałem na bruneta.
- Więc? O co chodzi?
- Jeszcze się pytasz? Wiem, że jesteś skurwielem ale żeby aż takim?! – krzyknął.
- Spokojnie, powiedz o co chodzi?
- Rozjebaliście nam dwadzieścia aut do przetargu. Czy ty wiesz jakie to straty? Nie mięliśmy zatargu, więc na cholerę to robisz?!
- O czym ty gadasz? Nie zajmujemy się takimi zabawami.  – odpowiedziałem zdziwiony.
- A to ciekawe, bo na masce jednego z aut było napisane „PGC”. Wiesz co to znaczy, nie?
- Południowa Grupa Cruela. – odpowiedziałem – To nie my. Komuś się bardzo nudzi, a ja nawet wiem komu.
- W takim razie powiedz mi a ja to załatwię.
- Północni pojawili się w tych rejonach. Pewnie chcą zrobić małą rozróbę.
- Cholera jasna. Od kiedy tu są?
- Nie mam pojęcia. Dowiedziałem się o tym chwilę temu. – powiedziałem.
- Dobra, w takim razie nie będę robił afery. Ale jeżeli dowiem się, że to wasza sprawka to odstrzelę was, co do jednego. – warknął. – A i jeszcze jedno. Trzymaj się z dala od mojej siostry.
- Oczywiście. – odpowiedziałem z uśmiechem.

NATALIE
„Czy ta noc może być bardziej pokręcona? Co Matt tu robi? Dlaczego nie jest w Południowej Karolinie? O co tu chodzi?” wiele pytań zaprzątało moją głowę, kiedy zobaczyłam, że wracają. Bez słowa podeszłam do brata.
- Jedziesz ze mną. – złapał mnie za ramię.
- Puść! – warknęłam. Byłam w szoku. Widziałam wzrok Dylana, ale tego nie skomentowałam.  Matt puścił moje ramię i unormował oddech.
- Zwijamy się chłopcy, nie mamy dowodów, że to oni. A wiecie jak działamy. Ty wracasz ze mną. – ostatnie słowa skierował do mnie, niczym rozkaz. Kiwnęłam delikatnie głową na znak zgody, po czym zaczęłam szukać wzrokiem Alex. Dziewczyna była przerażona. Nie chciałam nawet pytać, czy pojedzie ze mną.
‘Nie powinnam tak szybko zawierać nowych znajomości. Nie kiedy moja przeszłość się za mną ciągnie” pomyślałam.
- Do zobaczenia! – usłyszałam, gdy odchodziliśmy.- Jesteś mi winna taniec.
Obejrzałam się za siebie, dostrzegając Dylana z tym jego cwanym uśmieszkiem. Nie odpowiedziałam, uśmiechnęłam się tylko delikatnie do niego oraz do reszty i ruszyłam za bratem, chcąc w końcu móc położyć się spać. Siedząc w samochodzie myślałam o dzisiejszym wieczorze.
„Matt mi nic nie powie. Powinnam porozmawiać z Carly, albo z Dylanem? Nie! Jeżeli on jest na czele tego wszystkiego, to powinnam trzymać się z dala.”
Nim spostrzegłam znaleźliśmy się pod moim blokiem.
- Zostajesz na noc? – zapytałam.
- Nie, jadę do znajomych. Jutro wracam do domu. – westchnęłam i wysiadłam z samochodu. – Uważaj na siebie i, jeżeli coś będzie nie tak to dzwoń. – dodał mój brat.
- Jasne. – odpowiedziałam i zamknęłam drzwi.  Odwróciłam się i zauważyłam, że czeka aż wejdę do klatki. Wpisałam kod i po chwili czekałam na windę. Kiedy w końcu weszłam do mieszkania, ściągnęłam buty. W pokoju przebrałam się w piżamę, zmyłam makijaż i rzuciłam się na łóżko.
- Ten dzień mnie wykończył, a to dopiero początek studiów. Pięknie, lepiej trafić nie mogłam. – powiedziałam do siebie.
Po przebudzeniu sytuacja z wczorajszego wieczora nadal siedziała mi w głowie. Nie wiedziałam co robił mój brat, ale obawiałam się, że to nie mogło być nic dobrego. Na uczelni byłam godzinę przed rozpoczęciem pierwszych zajęć. Nie chciałam spotkać Alex na klatce. Bałam się? Głupota.  Wiedziałam, że zapewne będzie chciała wytłumaczenia, ale ja nie byłam gotowa, żeby jej je dać.
Udałam się do pobliskiej kawiarni po kawę i ruszyłam w kierunku auli, gdzie miał odbyć się pierwszy wykład.
- Cześć. – usłyszałam po chwili. Zerknęłam w stronę, skąd dobiegało powitanie i zauważyłam Carly.
- Hej.
- Słuchaj. Wiem, że zapewne obie nie chcemy rozmawiać o wczorajszej sytuacji. Mamy na to czas. Może po prostu udawajmy, że tego nie było. Okej?
- Jane, jestem jak najbardziej za. – odpowiedziałam, po czym zapadła cisza. Po kilku minutach profesor wpuścił nas na aulę. Carly usiadła obok mnie i posłała uśmiech.
„Cholera, nie wydaje mi się, że uda nam się nie wspominać o tej sytuacji. Mam tylko nadzieję, że u nich wszystko wygląda inaczej.”  pomyślałam.
Nie chciałam wspominać o piekle, w którym znalazłam się podczas tamtej sytuacji. Jednakże wydawało mi się, że ta miła dziewczyna nie przeżywała tego co ja. Ona nie była zniszczona. Wyglądała na zwykłą studentkę.
Przemyślenia przerwał mi profesor.
- Witam państwa serdecznie. Nazywam się James Odet i od dziś razem ze mną będziecie zgłębiać wiedzę o psychologii ogólnej. Wykład ten jest otwarty dla każdego roku, więc jeżeli będziecie chcieli sobie coś powtórzyć zawsze macie ku temu okazję. Nie przedłużając, przejdźmy do tematu….
„Nie mogę myśleć o tym wszystkim. Przyjechałam na studia, żeby nauczyć się samodzielności, żeby uporać się z tym wszystkim co zostawiłam w swoim rodzinnym mieście. Po prostu się skupię, tak będzie najlepiej” pomyślałam i skupiłam się na słowach profesora.

DYLAN
Obudziłem się w wyjątkowo dobrym humorze. Czym prędzej zszedłem na dół i moje pozytywne nastawienie odeszło.
- Do jasnej cholery! Caleb! Czemu żeś zrobił taki syf?!
- Ale stary, to nie ja! – usłyszałem głos chłopaka, dochodzący z salonu. Od razu skierowałem się w tamtą stronę.
- Więc kto?
- Nie wiem. – odpowiedział i zaciągnął się jointem.
- Jarasz od rana? Stary masz problem. – westchnąłem. – Gdzie reszta?
- Katie wyszła na zakupy, chyba. Seth poszedł na kampus. Carly tak samo. Mes pojechał razem z Jordanem do Nowego Jorku, załatwić  jakieś sprawy, o których nie chcieli mi powiedzieć. Envy poleciała za nowym chłopakiem do Euforii, chyba. Właściwie to szybko o tobie zapomniała.
- Skończ. My nawet nie byliśmy razem. Envy jest suką i gdyby nie to, że o nas wie, wyjebałbym ją na zbity pysk.
- Spokojnie stary, jesteśmy drużyną. Nie bulwersuj się tak. – odrzekł i poklepał miejsce obok siebie. Podszedłem do kanapy i usiadłem.
- Wiesz, wczorajsza akcja była zabawna.
- W jakim sensie?
- Mała, drobna dziewczyna z karabinem, mierząca w dwa razy większego faceta i do tego celuje w jaja. – zaśmiał się – gdyby nie powaga tego wszystkiego, padłbym jak długi i płakał ze śmiechu – dodał.
- No pokazała klasę. A ja myślałem, że to takie niewinne.
- Czyżby cię zainteresowała?
- Przestań komputerowcu.  Widać, że jest dziewczyną, która dostaje od rodziców co tylko zechce. Poza tym nie jest w moim guście.
- Jaaaaaaasne. Winny się tłumaczy.
- Zamknij się. – walnąłem go w bark i wstałem. – Wychodzę. Kiedy wrócę, ma tu być błysk.
- Aj aj kapitanie! – odpowiedział, coraz bardziej zjarany Caleb.

Po dwudziestu minutach byłem na miejscu, mimo że nikt normalny by tu nie wlazł. Kto mieszka w starych barakach, gdzie dookoła jest tylko las? W sumie to wyglądało tak tylko na zewnątrz. Środek był lepszy, niż niejeden pięciogwiazdkowy apartament w LA. Wszedłem do środka, używając klucza i ruszyłem w poszukiwaniu starego idioty.
- Derek!
- Tu jestem. – wyszedł zza rogu. – Co jest?
 - Słyszałeś o wczorajszych wydarzeniach z Voodoo?
- Taa, podobno wpadł Foster i chciał was pozabijać, ale jego mała, urocza siostra go powstrzymała.
- Mniej więcej. Powiedz mi lepiej, dlaczego Północni aż tak chcą nas na siebie napuścić?
- Jak to dlaczego Dylan? – zaśmiał się. – Przypomnij sobie sytuację, sprzed ośmiu lat. Kiedy jako dzieciaki byliśmy w centrum piekła. Nie wiedzieliśmy co się wtedy działo, ale to były porachunki mafijne między Plutonem a Reberem  i odbiło się to na nas. Dziś my ustalamy zasady, ale ich grupy nadal istnieją. Są na północy.
- Czyli…
- Ludzie, którzy pozabijali nam rodzinę należą do Północnych. Stworzyli jeden wielki, mafijny kontent i jedyne czego chcą, to naszych głów za to jak im się odpłaciliśmy.
- Kurwa. Jak zwykle sprowadzasz na nas kłopoty.
- Nie zapominaj, że to nie ja zmasakrowałem Reberowi twarz. Ty to zrobiłeś i wydaje mi się, że to twojej głowy oczekuje najbardziej.
- Ech, więc się chyba przeliczył. Nie zapominaj dlaczego nazywają mnie Cruel. – odpowiedziałem, odpalając papierosa.
- Uważaj Dylan. Kiedyś mogą użyć twojego słabego punktu, żeby cię wykończyć.
- Tylko, że ja nie mam słabych punktów. – odpowiedziałem i wyszedłem.
- Jeszcze…

Było już po piętnastej, więc postanowiłem przejechać się na Uniwerek.
„ Chociaż zabiorę ze sobą Carly i poinformuję jak wygląda sytuacja.”
Znalazłem ja na trzecim piętrze. Jedyną rzeczą, która  o dziwo mnie irytowała był fakt, że razem z nią siedziała Natalie, która, jak wiedziałem, mogła nam przysporzyć tylko masę kłopotów.
- Carly, chodź. – powiedziałem, agresywniej niż bym chciał.
- Dylan? Spokojnie, co jest? – zapytała i spojrzała na mnie. Zauważyłem, że druga brunetka też to zrobiła.
- Musimy pogadać, na osobności. – złapałem ją za rękę i pociągnąłem przed siebie. Ta dziewucha wkurzała mnie samym, swoim byciem tutaj.
- Uspokój się  Cruel. Kurwa to boli! – warknęła i wyrwała ramię.
- Trzeba było mnie od razu posłuchać!
- Przestań krzyczeć! Powiedz co się dzieje, inaczej wracam.
- Więc tak… - opowiedziałem dziewczynie całą sytuację i od kilku minut czekałem na jej odpowiedź.
- Powiesz coś w końcu? – zapytałem zirytowany.
- Nie wydaje ci się, że to trochę dziwne?
- Co?
- Dlaczego nie użyli żadnego gangu z naszej strefy? Dlaczego zajechali aż do Północnej Karoliny, po jakby nie patrzeć brata Natalie, która aktualnie tu studiuje.
- Nie wiem, ale czy to ważne?
- Tak, bo może nie chodzi tu tylko o naszą grupę Dylan. – odpowiedziała z powagą. A ja spojrzałem na dziewczynę siedzącą na ławce i miałem cholerne przeczucie, że jej postawa była tylko przykrywką bo doskonale wyczuła co się będzie działo. Tak jak ja.

NATALIE

Pojawienie się Dylana było dla mnie co najmniej dziwne. Jasne, studiował tu ale skoro zabrał Carly na stronę, to nie wróżyło niczego dobrego. "Cholera, to dopiero drugi dzień uczelni a już są takie problemy." pomyślałam. Po chwili zaczęły się zajęcia. Carly usiała obok mnie i posłała delikatny uśmiech. Odwróciłam wzrok. "Nie mogę przebywać z tymi ludźmi. Po prostu nie. Wiem, że będą z tego same nieprzyjemne konsekwencje."To co chciałam zrobić, mogło wydawać się głupie ale to jedyna rzecz, na którą w tym momencie wpadłam i miałam nadzieję, że uda mi się podtrzymać ten plan. Chociaż nic nie wskazywało, że będzie to łatwe.





___________________________________________________________________

Następny rozdział za około 2 tygodnie! 
Pierwszy komentarz już się pojawił co bardzo nas cieszy, jednak czekamy na opinię większej ilości osób. Dla was to chwila a dla nas wynagrodzenie za czas poświęcony tworzeniu!

Do następnego! 
Akame&Alex

czwartek, 10 marca 2016

#1

Miłego czytania ! 


________________________________________________________

Nadszedł ten dzień. Przyjęcie na studia. Włączyłam laptopa i czekałam aż ekran zacznie działać, po chwili kliknęłam w stronę i wpisałam adres Uniwersytetu Południowej Kalifornii, na którym najbardziej mi zależało.
Zalogowałam się i nie mogłam uwierzyć. Udało się! Tak! Wyszłam z pokoju i zbiegłam na dół do salonu, gdzie siedzieli moi rodzice.
- Udało się! – krzyknęłam zadowolona – Dostałam się! – dodałam, widząc zdziwione miny rodziców. Po chwili na ich twarzach zagościła wielka radość. Wstali, przytulili mnie i zaczęli gratulować. Zadowolona zadzwoniłam do Amy, oznajmiając jej, że udało się i musimy to opić.
Oczywiście z wielką radością zgodziła się na uczczenie mojego małego sukcesu.
„Teraz tylko zostało mi znaleźć mieszkanie i LA przybywam!”

MIESIĄC PÓŹNIEJ

Rodzice zatrzymali samochód, a ja pełna sprzecznych emocji wysiadłam i spojrzałam na budynek przede mną. Blok był odnowiony i wyglądał bardzo przyjaźnie, okolica również wydała się bezpieczna. W pobliżu kilka sklepów i przystanków. Zabierając z samochodu najmniejsze bagaże, weszłam do klatki i nacisnęłam przycisk windy. Kiedy w końcu zjechała na dół, razem z rodzicami wsiadamy i jedziemy na dziewiąte piętro. Kiedy wysiedliśmy z windy, otworzyłam drzwi do mieszkania i nie mogłam uwierzyć, że w końcu nadszedł ten dzień, kiedy tu zostanę.
Mieszkanie było dość duże. Dwa pokoje z czego jeden połączony z aneksem kuchennym. Wszystko urządzone w bieli i szarościach, z niektórymi elementami przełamanymi czernią. Coś pięknego.
Weszłam do mojej nowej sypialni. Biała toaletka, którą wraz z tatą przywieźliśmy tydzień temu  stała i czekała aż ułożę na niej swoje ukochane kosmetyki. Dwuosobowe czarne łóżko, idealnie dopasowało się do zabudowanej szafy w tym samym kolorze. Podłoga była w odcieniu ciemnego drewna.
„Nie mogę uwierzyć, że mogę tu mieszkać. To wygląda jak sen.” – pomyślałam, szczęśliwa.
Tata razem z moim bratem zeszli na dół po resztę moich rzeczy, a ja z mamą zaczęłyśmy układać to co przynieśli. Po godzinie wszystko było w mieszkaniu, a kolejną godzinę układaliśmy wszystko na swoim miejscu. Zrobiłam kawę, porozmawiałam z rodziną i po chwili musieli jechać. Pożegnałam się  z nimi ze łzami w oczach.
Samodzielność.
Coś co do tej pory nie było mi znane. Kiedy zamknęłam drzwi poczułam się wolna. Poczekałam aż rodzice odjadą i wyjęłam z torby papierosy i zapalniczkę. Nałóg, który mi pozostał. Usiadłam na parapecie, przy otwartym oknie i wpatrywałam się piękny krajobraz Południowej Kalifornii.
- Nareszcie jestem tu gdzie powinnam. Niech ten etap w życiu będzie dobry. – powiedziałam do siebie i odpaliłam Marlboro.

Dni mijały, a ja nie mogłam się doczekać aż ten tydzień się skończy i będę miała okazję udać  na kampus. Porozmawiałam chwilę z mamą przez telefon i wróciłam do gotowania. Nie byłam mistrzem kuchni, ale spaghetti potrafiłam jak nikt inny. Zadowolona z moich zdolności kulinarnych nałożyłam sobie porcję makaronu i siadając przy stole włączyłam telewizor. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Zdziwiona poszłam otworzyć.
- Cześć! Jestem Alex, mieszkam naprzeciwko. – powiedziała ciemnowłosa dziewczyna z uśmiechem „od ucha do ucha”
- Cześć, jestem Natalie.
- Nie chciałabyś może wpaść do mnie na kawałek ciasta? Upiekłam właśnie, a mieszkając samemu trochę słabo tak się objadać. – zagadała cicho, bawiąc się palcami.
- Jasne, ale mam nadzieję, że nie masz zamiaru mnie czymś nafaszerować i zamknąć w piwnicy?- zapytałam, udając powagę.
- Co? – zapytała, zbita z tropu.
- Żartuję! Chętnie wpadnę, może być dziewiętnasta?
- Jasne! Super, to do zobaczenia! – krzyknęła i schowała się za swoimi drzwiami.
„Zapowiada się ciekawie” – pomyślałam i ruszyłam dokończyć obiad.
- Jest godzina piętnasta, więc trochę posprzątam, zrobię pranie i wybiorę się do Alex. – powiedziałam cicho. O osiemnastej postanowiłam skoczyć jeszcze do sklepu, po butelkę wina jako prezent.
Zostawiając w mieszkaniu niepotrzebne rzeczy, założyłam sweter i kapcie po czym ruszyłam do drzwi. Zamknęłam je na klucz i zapukałam do mieszkania naprzeciwko. Po kilku chwilach otworzyła mi uśmiechnięta Alex.
- Wchodź!
- Już, już jestem. Spokojnie.- jej energia potrafiła przytłoczyć, a znałam ją dopiero chwilę. Mimo tego czułam, że się dogadamy.
Usiadłyśmy na kremowej kanapie w salonie, w tle rozbrzmiewała muzyka z radia. Alex od razu kazała mi spróbować swojego wypieku i muszę przyznać, że był wyśmienity. Chyba częściej będę wpadać do niej na ciasto.
- Jest pyszne!
- Cieszę się, że ci smakuje! Otworzę wino. – powiedziała i ruszyła do kuchni po korkociąg. Chwilę siłowała się z korkiem, ale w końcu otworzyła butelkę i nalała szkarłatny płyn do kieliszków, po czym podała mi jeden.
- Więc – zaczęłam – za nową, mam nadzieję dobrą, sąsiedzką znajomość!
- Dokładnie! – krzyknęła dziewczyna i zaczęła się śmiać.
Odstawiłyśmy kieliszki i skupiłyśmy się na rozmowie. Okazało się, że Alex również zaczęła studia na tej samej uczelni co ja, więc umówiłyśmy się na rano żeby razem pojechać na uczelnię i czuć się raźniej. Później temat rozmowy zszedł na znajomych, byłych chłopaków, imprezy i tego typu sprawy. Rozmawiałyśmy długo. W swoim mieszkaniu byłam około godziny trzeciej nad ranem. Zmyłam makijaż i rzuciłam się do łóżka. W głowie nadal czułam szum od wina, jednak nie przeszkadzało mi to. Zasnęłam jak małe dziecko.

BIP BIP BIP
Ten cholerny budzik dzwonił od jakichś dwudziestu minut, a ja nie miałam siły wstać i go wyłączyć. Chciałam tylko ponownie zasnąć. Kiedy mi się to udało, usłyszałam dzwonek do drzwi. Zignorowałam ten denerwujący dźwięk i przekręciłam się na drugą stronę łóżka. Jednak, ku mojemu zdenerwowaniu, ten cholerny dzwonek nie ustawał.
- Idę. – warknęłam głośno i wstałam, przy okazji złapałam telefon i sprawdziłam, która była godzina. Poczułam, że zaraz zemdleję.
„Cholera jest 9.30, a o 10 zaczyna się uczelnia. ZASPAŁAM! To pierwszy dzień” pomyślałam gorączkowo.
Panika tak mną zawładnęła, że zapomniałam o tym co miałam zamiar zrobić. Kiedy po raz kolejny usłyszałam dzwonek, podbiegłam do drzwi i otworzyłam je szeroko. Po drugiej stronie stała Alex.
- No, no widzę, że jesteś gotowa do wyjścia. – nabijała się ze mnie.
- Daj mi 15 minut! – powiedziałam i popędziłam do pokoju – Rozgość się! – dodałam i poszłam się szykować. Dziewczyna podśmiewając się pod nosem, udała się do salonu. Czym prędzej poleciałam do łazienki, przeczesałam włosy, umyłam zęby i pobiegłam do sypialni. Wybrałam czarne spodnie, a do tego czarną koszulę w białe pasy. Plus złoty naszyjnik i bransoletka. Po ubraniu się czym prędzej usiadłam przy toaletce. Jeszcze nigdy nie zrobiłam perfekcyjnej kreski, w tak krótkim czasie. Dodałam tusz, nałożyłam podkład, puder i lekko wykonturowałam twarz.
- Jestem gotowa! – krzyknęłam w momencie pryskania się moimi ukochanymi perfumami, Lancome La Via Es Belle i szybko przeszłam do salonu.
- Nareszcie! – zaśmiała się ciemnowłosa – Minęło dwadzieścia minut, ale spokojnie mam auto, więc nie powinnyśmy się spóźnić . – dodaje z uśmiechem.
Szybko założyłam czarną skórę i do tego botki. Złapałam w rękę torebkę i wyszłyśmy do windy. W czasie jazdy na dół dokończyłam makijaż, dodając na usta pomadkę o naturalnym odcieniu. Uśmiechnęłam się w odbiciu do Alex.
„Oby ten rozdział zaczął się świetnie”
Wyszłyśmy przed blok i skierowałyśmy się, jak się okazało do czarnego mercedesa Alex. Nie powiem, podobało mi się to auto jak cholera. Musiałam w końcu pomyśleć o własnym.
Bez zbędnego gadania wsiadłyśmy do samochodu. Droga przebiegła szybko i bez niekoniecznych rozmów. W momencie, kiedy wysiadałyśmy z auta Alex się odezwała:
- Denerwujesz się?
- Szczerze? Przez dzisiejsze zaspanie, cały stres ze mnie uleciał.
- Hahahah to dobrze, przynajmniej nie czujesz tego koziołkowania w brzuchu.
- Mów o tym więcej, a zapewne poczuję. Gotowa? – zapytałam cicho patrząc na gmach uczelni.
- No raczej! Nie będzie tak źle, prawda?
- Obyś miała rację.
Weszłyśmy i już wiedziałam, że mi się tu spodoba. Przynajmniej wizualnie. Budynek był nowoczesny i urządzony gustownie. Zadbali o to, żeby to jakoś wyglądało. Świetnie.
- Do zobaczenia później! Dzwoń do mnie jak skończysz. – krzyknęła Alex i zniknęła w jednym z wielu korytarzy.
- Paaa. – pomachałam za nią i udałam się w kierunku swojego wydziału. Przez moje zamyślenie wpadłam na jakiegoś nieznajomego i poczułam, że spadam w dół. Nagle, ten ktoś złapał mnie w talii i uratował od upadku. Uniosłam powieki i ujrzałam brązowe oczy, które uważnie mi się przyglądały.
- Uważaj jak chodzisz. – warknął chłopak i odszedł.
- Przepraszam? – fuknęłam i odeszłam – Dupek – dodałam po cichu wchodząc do sali. Jak się okazało, nie była to sala a ogromna aula. Widząc jak większość osób zajęła już miejsca, sama szybko wspięłam się do góry, żeby zająć krzesło na środku auli. Usiadłam i czekałam, aż zacznie się wykład wprowadzający nas w całe studenckie życie. Nagle obok mnie usiadła dziewczyna z ciemnymi prostymi włosami i o czarnych oczach. Z tego co zdążyłam zauważyć, miała na sobie białą sukienkę.
- Jestem Carly. – przedstawiła się.
- Natalie. – odpowiedziałam.
- Też jesteś na pierwszym roku? Bo z tego co wiem, są tu też studenci z drugiego.
- Tak, póki co zdecydowałam się na psychologię kliniczną. – powiedziałam.
- O to świetnie! Wybrałam to samo! – zaśmiała się . – Więc co myślisz o tym jak ludzie z góry skazują zbrodniarzy na karę śmierci? Ten ich brak obiektywizmu strasznie mnie irytuje.
- Jeżeli mam być szczera to mnie też. Nigdy nie wiesz co takiej osobie siedziało w głowie, jak ten człowiek musiał być skrzywdzony, żeby dopuścić się takich rzeczy. Jednak wiadomo, nie każdy miał jakiś powód.
- Oczywiście, ale każdy z nas ma w sobie coś, co chciałby wymazać. Nie? – uśmiechnęła się i spojrzała na mnie przenikliwie.
- Jasne, jesteśmy tylko ludźmi. – odpowiedziałam cicho.
Rozmowa się skończyła w momencie, w którym wykładowca po raz kolejny poprosił o ciszę. Starałam się zapamiętać jak najwięcej szczegółów zaczynając od wirtualnej uczelni, kończąc na sprawach, o które mieliśmy zapytać w dziekanacie.

DYLAN
Wyszedłem z tej cholernej uczelni. Pierwszy dzień zawsze był bez sensu. Nagle ktoś na mnie wpadł. Instynktownie załapałem tą osobę, która okazała się być zielonooką brunetką.
- Uważaj jak chodzisz. – warknąłem i poszedłem dalej. Usłyszałem jej ciche „Przepraszam” i uśmiechnąłem się do siebie odczuwając jej zmieszanie. Jednak zaraz niesamowicie się wkurwiłem słysząc „Dupek”.
„Co za tupet. Nie dość, że jej pomogłem to ona jeszcze mnie wyzywa. Co za ludzie uczęszczają na tą uczelnie, to ja nie wiem” pomyślałem.
Wyszedłem na dziedziniec i odpaliłem fajkę, czekając na kumpla. Dopalając papierosa, usłyszałem
- Siema Cruel! – tylko jedna osoba na tej uczelni mogła się do mnie tak zwrócić.
- Siema komputerowcu. – odpowiedziałem Calebowi.
- Dobrze, że na mnie poczekałeś. Widziałeś te nowe dupeczki z pierwszego roku? Stary, nie mogę się doczekać aż jedna po drugiej będą nam włazić do łóżka. – powiedział, ze zbyt wielkim zadowoleniem.
- Ty jak zwykle, myślisz tylko o jednym. Jedziesz ze mną do reszty?
- Jasne, tylko o 23 lecimy do Voodoo. Z tego co wiem jest tam dziś impreza studencka, a wiesz jak ja to lubię.
- Dobra, pojedziemy tam. A teraz chodź. – warknąłem zirytowany.
Wsiedliśmy do mojego BMW I8 i ruszyliśmy, z głośnikami rozwalonymi na full.
Po trzydziestu minutach dojechaliśmy do Bel Air i podjechaliśmy pod dom. Wcisnąłem pilota od bramy i skierowałem samochód w stronę garażu, gdzie stało już dużo więcej aut.
- No chyba większość już jest. -  powiedziałem do siebie.
- Na to wygląda. – westchnął Caleb.
Bez zbędnego gadania weszliśmy przez drzwi garażowe do kuchni, a potem skierowaliśmy się do salonu. Spojrzałem na Dereka i aż mnie ścisnęło.
- Derek do kurwy nędzy! Nie jesteś u siebie, mógłbyś z łaski swojej nie dotykać, zaznaczam MOJEJ whisky? I nie pal tu zielska, do cholery. – byłem zły, a dopiero go zobaczyłem.
- Sorry młody, ale nie było was tak długo, a ja nie chciałem siedzieć o suchym pysku. – uśmiechnął się pogardliwie.  W tym momencie miałem ochotę dać mu w pysk, ale on doskonale wiedział, że tego nie zrobię.
Dupek.
Nagle w głowie zaświtała mi dziewczyna, która dzisiaj na mnie wpadła i tak nazwała.
„Z resztą, o czym ja myślę?!” przemknęło mi przez myśl. „Więcej już jej nie spotkam. Głupie rozmyślanie”
- Nalej mi trochę. – powiedziałem z uśmiechem.
- Ależ oczywiście gospodarzu. – odpowiedział.
Po chwili pojawili się wszyscy, oprócz Carly. Szczerze miałem ochotę ją udusić , bo wiedziała że nie mamy czasu a ona w najlepsze bawiła się w życie zwykłej studentki.

NATALIE 
Wykład dobiegł końca i razem z Carly skierowałyśmy się w stronę dziedzińca. Dziewczyna była bardzo miła i fajne nam się gadało, więc miałam nadzieję, że ta znajomość przebiegnie bez zbędnych spin.
- Może wybierzemy się na kawę? – zagadała dziewczyna.
- Jasne! A możemy poczekać chwilę na moją koleżankę? Dzisiaj z nią jechałam i nie chcę jej zostawić.
- Nie ma problemu. – uśmiechnęła się, po czym wyjęła paczkę fajek i wzięła jednego. Spojrzała na mnie.
- Chcesz jednego?
- Nie dziękuję, mam swoje. – uśmiechnęłam się i wyjęłam jednego papierosa.
- No i kolejna wspólna rzecz. Obie palimy. – zaśmiała się. - Coś czuję, że rozgromimy tą uczelnię. – dodała.
- Ja też, mam taką nadzieję.
Kiedy skończyłyśmy palić, podeszła do nas Alex, żegnając się w locie z jakimiś dziewczynami.
- Już jestem! Co teraz robimy? – zapytała.
- Idziemy na kawę. – odpowiedziałam i spojrzałam na Carly – A to jest Carly, Carly to jest Alex. – powiedziałam z uśmiechem.
- Hej. – ucieszyła się ciemnowłosa, na co druga odpowiedziała jej tym samym.
Udałyśmy się do kawiarni naprzeciwko uczelni. Usiadłyśmy i czekałyśmy, aż ktoś przyjmie od nas zamówienie.
- Co dla pań? – zapytał blondyn z głupkowatym uśmiechem.
- Ja poproszę Moche. – odpowiedziałam, nie patrząc na niego.
- Ja Latte Macchiato – odparła Alex, wpatrując się w chłopaka.
- A ja Espresso – powiedziała Carly – I dla nas to będzie wszystko. – dodała.
Chłopak zniknął, a Alex zaczęła mówić jak mocno się zakochała. Śmiałyśmy się i rozmawiałyśmy o nowej miłości Alexandry. Po chwili dostałyśmy swoje kawy i kontynuowałyśmy rozmowę. Nagle telefon Carly zaczął dzwonić. Odrzuciła połączenie raz, drugi, trzeci, czwarty. To było dość dziwne, ale nie chciałam jej o nic pytać. Może miała własny powód, żeby nie odbierać od tej osoby.  Siedziałyśmy jeszcze chwilę, po czym zebrałyśmy się do domów. Razem z Alex pożegnałyśmy się z Carly pod uczelnią, umawiając się na jutro rano przed dziedzińcem  i wsiadłyśmy do auta.
- Było fajnie. – powiedziała Alex.
- Tak, mi też się podobało.
- Oby cały ten studencki czas tak wyglądał.
- Mam taką nadzieję. – szepnęłam zmęczona.
- Nie zasypiaj! Idziemy dzisiaj na imprezę do Voodoo! Będzie ekstra!
- Ale Alex, jutro są zajęcia. Serio?
- Jesteś studentką, zacznij żyć! – zaśmiała się, uderzając mnie w ramię. Odpowiedziałam uśmiechem, ale w mojej głowie pojawiły się myśli, które mówiły, że chyba już dość dużo się wybawiłam.

Po wejściu do mieszkania postanowiłam w końcu zjeść coś, co dałoby mi trochę energii na posprzątanie mieszkania. Zrobiłam sobie szybki omlet, po czym zabrałam się za katorgę, jaką było sprzątanie. Po godzinie wszystko błyszczało, więc usiadłam na parapecie i odpaliłam papierosa.
- Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. – powiedziałam do siebie – Nie chcę znowu tracić tego co zyskam. – westchnęłam cicho. Zgasiłam niedopałek i zadzwoniłam do mamy, żeby poinformować ją jak było na uczelni. Powiedziałam też o wieczornej imprezie, chcąc wiedzieć jakie miała zdanie na ten temat. Mama życzyła mi tylko dobrej zabawy, co mogło być równoznaczne ze zgodą. Po godzinnej rozmowie z rodzicielką, rozłączyłam się.
- Już dwudziesta pierwsza. – powiedziałam, patrząc na zegarek. Czym prędzej zabrałam się za szykowanie na imprezę. Wzięłam szybki prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy. Do mojego dziennego makijażu dodałam lekko rozmazaną kreskę na linii wodnej, dodatkowo wzmocniłam konturowanie i pomalowałam usta szminką w odcieniu szkarłatu. Po wszystkim wstałam od toaletki i otworzyłam szafę.  Po chwili kontemplacji zdecydowałam się na koronkową, rozkloszowaną sukienkę z lekkim wycięciem na plecach. Dodatkowo założyłam czarną skórę, czarne szpilki i wzięłam złotą torebkę. Popsikałam się perfumami, spakowałam telefon, pieniądze i klucze do torebki po czym wyszłam z mieszkania.
Zapukałam do drzwi naprzeciw i czekałam, aż Alex łaskawie je otworzy. Po kilku sekundach usłyszałam jak zamek się przekręcił, a zza drzwi wyłoniła się dziewczyna. Wyglądała cudownie w czerwonej sukience z ¾ rękawem , dodatkowo mając na sobie białe szpilki. Cały wygląd dopełniała niewielka torebka. Jej makijaż nie zmienił się od rana, na oczach nadal miała delikatnie połyskujący cień, kreskę i tusz. Jej szminka przykuła moją uwagę.
- Ładnie ci w fuksji. – zaśmiałam się.
- O dziękuję bardzo! Chyba ten odcień różu będzie moim ulubionym. – powiedziała do mnie.
- No to co? Jedziemy?
- A jakże inaczej! – krzyknęła podekscytowana.
Zamknęła swoje drzwi i czym prędzej popchnęła mnie w stronę windy.
- Zamówiłam już taksówkę. – powiedziała z uśmiechem.
- O, nie pomyślałam o tym. To co, dzisiaj za nowe znajomości?
- Oj tak! Coś czuję, że ta noc będzie pełna wrażeń. – wymawiając te słowa, zabawnie gestykulowała brwiami.
- Przestań! Bądźmy tymi grzecznymi studentkami. – zaśmiałam się.
- Nie ma mowy!
Wysiadłyśmy z windy i w szampańskim nastroju ruszyłyśmy do, czekającej już na nas, taksówki.
- Prosimy na Long Land 174. – powiedziała brunetka.
- Oczywiście. – odparł taksówkarz i ruszył. Patrzyłam przez okno i zastanawiałam się nad tym, jak przebiegnie impreza. Moje zamyślenie przerwał dźwięk telefonu.  Wyjęłam go z torebki i odczytałam, krótką wiadomość.
- To Carly. – powiedziałam do Alex – Pisze, że jest już w klubie i, że mamy się spotkać na lożach. Twierdzi, że nie powinnyśmy mieć problemu z jej znalezieniem.
- No to świetnie! – wiwatowała dziewczyna – Mam nadzieję, że będą tam czekali jacyś przystojniacy. – dodała z błyskiem w oku.  Pokręciłam z niedowierzaniem głową, ale nie skomentowałam jej zachowania. Po dziesięciu minutach jazdy, zauważyłam szyld klubu.
„Dotarłyśmy” pomyślałam i wraz z Alex, wysiadłyśmy z taksówki, dziękując za bezpieczną jazdę. Ruszyłyśmy w stronę klubu. O dziwo nie było dużej kolejki i po kilku minutach byłyśmy już w środku. Muzyka dudniła mi w uszach, a pijani ludzie zaczynali swoje orgie po kontach. Normalka.
- Poszukajmy Carly! – krzyknęłam do Alex, chcąc zagłuszyć muzykę.
- Jasne! – odkrzyknęła dziewczyna i złapała mnie za rękę, ciągnąc w tłum ludzi.

Po chwili kręcenia się po klubie, zauważyłam roześmianą brunetkę w lekko kręconych włosach. Pociągnęłam Alex w tamtą stronę i w tym samym momencie miałam ochotę wrócić, skąd przyszłam. Siedział tam ten dupek, który tak perfidnie mnie dziś potraktował. Westchnęłam głośno.
„ No trudno, może nie miał humoru? Pewnie nawet nie pamięta na kogo wpadł”
Podeszłyśmy do grupy ludzi, siedzącej z Carly.
- Carly!! – krzyknęła Alex i rzuciła się na dziewczynę z radością.
- Oo już jesteście! – zaśmiała się i oddała uścisk – Siadajcie. – dodała i odsunęła się delikatnie, żeby zrobić nam miejsce .
- Więc tak, póki co to przedstawię wam moich znajomych. Ten jakże uroczy brunet to Caleb. – spojrzałam na chłopaka, który jak dla mnie był zbyt radosny z powodu naszego pojawienia się. – Katie. – pokazała na piękną blondynkę – Derek. – ten wydawał się trochę starszy od nas. – Seth. – nigdy wcześniej nie widziałam u faceta, tak platynowego blondu – I Dylan. – spojrzałam na niego, a on na mnie. Poczułam się niezręcznie i odwróciłam delikatnie wzrok.
- Cześć wam jestem Alex, a to jest Natalie! – jak zwykle, nie potrafiąc się powstrzymać dziewczyna złapała mnie za szyję i zaprezentowała nas grupie.
„ Matko, zabiję ją kiedyś za to pozytywne i zbyt wybuchowe okazywanie emocji” pomyślałam. Wszyscy, mimo nadmiernej energii Alex, przyjęli nas z uśmiechem i po chwili znalazłam język z prawie każdym z nich. Razem z Alex zamówiłyśmy po cztery shoty i zaczęłyśmy zabawę.
- Za studia! – krzyknęłyśmy razem z Carly.

DYLAN
Siedziałem w tym cholernym klubie przez Caleba, a on w najlepsze szukał sobie panienek. Co mnie jak zwykle irytowało. Kiedy pojawiła się brązowowłosa koleżanka, która tak pięknie mnie dziś nazwała od razu poczułem napływającą adrenalinę.
„Może być ciekawie, jeżeli dobrze to rozegram” zaśmiałem się do swoich myśli. „ Więc Natalie, mam nadzieję, że jesteś gotowa na moją grę”
- Dylan chodź na sekundę. – z zamyślenia wyrwały mnie słowa Katie.
- Jasne. – odszedłem z nią kawałek – Co jest?
- Z tego co słyszałam to oni tu dzisiaj będą. Musimy spadać, jeżeli nie chcemy kłopotów.
- Poczekaj, kto?
- Północni. Chcą sprawdzić jak się mają sprawy i czy bez problemu mogą przejmować ten teren.
- Nie pozwolę im się tu panoszyć! To jest nasz obszar! – warknąłem.
- Wiem to, ale zrozum jest tu za dużo ludzi. Chcesz mieć policję na głowie? Po prostu się stąd zbierajmy. – złapała mnie delikatnie za ramię i wpatrywała się we mnie z wyczekiwaniem.
- Dobra, poinformuj wszystkich.
Wróciliśmy do loży i o dziwo poza Carly i nowo poznaną Natalie, nikogo tam nie było.
- Gdzie są wszyscy? – zapytałem, agresywniej niż zamierzałem.
- Uspokój się, poszli potańczyć. Nas już bolą nogi, więc wróciłyśmy.-  zbeształa mnie dziewczyna
- AHA. – odpowiedziałem i usiadłem bez słowa. Poczułem na sobie jej wzrok, co prawda nieśmiały, ale widziałem co robi.
„Co szkodzi się zabawić?”
- Natalie, chcesz może zatańczyć? – zapytałem z zawadiackim uśmiechem.
- Jasne. – odpowiedziała zmieszana.  Wziąłem ją za rękę i poczułem dziwny prąd? Głupota. Pokręciłem głową . Ponownie chwyciłem za jej rękę i obróciłem. Piosenka zmieniła się na wolniejszą, więc przybliżyłem swoje ciało do jej, obejmując ją w talii. Poczułem jak delikatnie położyła mi ręce na ramionach.
- Więc na jakim… - wypowiedź przerwał mi wystrzał.



__________________________________________________________

Na dziś to tyle! Liczymy na pojawienie się pierwszych komentarzy! 
Pozdrawiamy
Akame&Alex

wtorek, 8 marca 2016

Prolog


Życie często wydaje się idealne kiedy widzisz ludzi chodzących w najdroższych butach i z najnowszym IPhonem w ręku. Jednak nie zawsze ten obraz się sprawdza. Wielu z nich nosi ból w sercu. Wielu zmaga się z demonami każdego dnia. Nowy rozdział w życiu, czyli studia, samodzielność  i nieograniczona wolność.
Czy całe to piękno zniknie przez jeden incydent? A może ciemność, która krąży dookoła jednak nie jest zła? Może jest to coś, co mimo swojej mroczności chce Cię uratować? Może Twój najgorszy koszmar stanie się Twoim największym marzeniem?
Życie w wielkim mieście nie jest usłane różami. To codzienna walka o to czy dziś będziesz pogrzebany, czy może będziesz mógł oddychać porannym powietrzem. Kolor szkarłatu pojawia się tu często, jednak powinniśmy się zastanowić, czy ten kolor rzeczywiście jest taki zły?





_________________________________________

Jest to początek naszej historii! Mamy nadzieje, że prolog zachęci was do zostania z nami na dłużej. Niedługo dodamy wszystkie linki i opisy bohaterów.
Pozdrawiamy
Akame&Alex