_________________________________________________________
DYLAN
Kurwa wiedziałem, że to się tak skończy. Patrzyłem na dziewczynę i byłem zszokowany. Nie dygotała i nie krzyczała jak reszta tłumu. Po prostu stała i obserwowała, jakby chciała zobaczyć skąd przyszedł strzał.
- Uważaj! – krzyknęła i rzuciła się na mnie. Wylądowałem na parkiecie a ona na mnie.
- Co do kurwy?! – warknąłem.
- Prawie dostałeś kulkę w łeb. – odpowiedziała.
- A ty ze służb specjalnych, czy jak?
- To nie czas na żarty! – szybko podniosła się i podeszła do loży. Poszedłem tuż za nią. Na szczęście wszyscy już tam byli.
NATALIE
- Boże Nat! – usłyszałam płaczliwy głos i po chwili poczułam jak obejmują mnie ramiona Alex. Oddałam uścisk.
- Spokojnie, nic mi nie jest. – powiedziałam – Jesteś cała?
- Tak, na szczęście Seth był obok i mi pomógł. Nie wiem co bym zrobiła. – załkała cicho.
- Spokojnie, zaraz wszystko się uspokoi.
Spojrzałam przed siebie i poczułam jak ziemia pode mną się zapada. Przed nami stał wysoki brunet, z AK-47 w ręku a za nim stała banda idiotów. Zauważyłam, że Dylan ruszył do przodu razem z chłopakami, chcąc nas osłonić.
„Idioci” pomyślałam.
Przypatrywałam się twarzy chłopaka i aż się we mnie gotowało.
- Kurwa mać! – warknęłam i przepchnęłam się między Dylanem, a Calebem.
DYLAN
- Co ona do cholery wyprawia?! – zapytałem Caleba.
- Nie mam pojęcia. Mam ją łapać?
- Nie poczekaj, wykorzystamy ich roztargnienie kiedy ją zobaczą i wtedy bez kłopotu zdejmiemy. Okej?
- Jasne.
NATALIE
- Matt jesteś idiotą! – krzyczałam i wpadłam na chłopaka przede mną – Co ty sobie wyobrażasz, wpadając tu i niszcząc mi imprezę?! – warknęłam. Mój brat był w ciężkim szoku, bo patrzył się tylko jakby zobaczył ducha. Wściekła wyrwałam mu broń i przyłożyłam do jego klejnotów.
- Jak się odezwiesz, to pozbawię cię tego za czym latają te wszystkie laski. – warknęłam.
- Siostra! To nie tak, jak chciałem… To znaczy wiesz, martwiłem się?
- Martwiłeś się? I dlatego przyszedłeś z tym – wskazałam na broń – i z nimi?! – wskazałam na jego kumpli. – Miałeś z tym skończyć! – dodałam.
- Ja nie chcę się od wszystkich odwracać, doskonale wiesz, że…
- Zamknij się! Czego tu szukasz?
- Przyszedłem spotkać się z grupą Cruela.
- Kogo?
- Moją. – usłyszałam za sobą.
„To chyba jakieś jaja!” pomyślałam i spojrzałam na Dylana.
DYLAN
„Nie wierzę. Ona jest siostrą tego dupka? Co prawda nie są to Północni, ale nie podoba mi się to, że on się tu pojawił.”
Podszedłem do nich powtarzając odpowiedź.
- Moją. – powiedziałem i spojrzałem na nią.
- Cudownie. – powiedziała do siebie i spuściła wzrok. Chwilę później zobaczyłem, jak Matt wyciągnął zza pleców broń. Chciałem czym prędzej złapać jego rękę, ale zauważyłem coś bardziej ciekawego. Ta mała dziewczyna celowała do własnego brata z AK-47.
- Co ty robisz mała? – warknął wściekle.
- Ogarniam cię. Nie wiem, czy zauważyłeś ale to moi znajomi.
- Szybko sobie ich znajdujesz.
- Taki typ. – odwarknęła.
- Może powinniśmy porozmawiać na spokojnie, a nie mierzyć sobie w głowy? – dodałem od siebie.
Dziewczyna spojrzała na mnie, po czym oddała broń bratu.
- Pogadajmy na osobności. – powiedziałem do chłopaka i skierowałem się na zewnątrz.
- Jasne. – usłyszałem w odpowiedzi.
Wyszliśmy z klubu, a rześkie powietrze uderzyło mnie w twarz. Odpaliłem papierosa i spojrzałem na bruneta.
- Więc? O co chodzi?
- Jeszcze się pytasz? Wiem, że jesteś skurwielem ale żeby aż takim?! – krzyknął.
- Spokojnie, powiedz o co chodzi?
- Rozjebaliście nam dwadzieścia aut do przetargu. Czy ty wiesz jakie to straty? Nie mięliśmy zatargu, więc na cholerę to robisz?!
- O czym ty gadasz? Nie zajmujemy się takimi zabawami. – odpowiedziałem zdziwiony.
- A to ciekawe, bo na masce jednego z aut było napisane „PGC”. Wiesz co to znaczy, nie?
- Południowa Grupa Cruela. – odpowiedziałem – To nie my. Komuś się bardzo nudzi, a ja nawet wiem komu.
- W takim razie powiedz mi a ja to załatwię.
- Północni pojawili się w tych rejonach. Pewnie chcą zrobić małą rozróbę.
- Cholera jasna. Od kiedy tu są?
- Nie mam pojęcia. Dowiedziałem się o tym chwilę temu. – powiedziałem.
- Dobra, w takim razie nie będę robił afery. Ale jeżeli dowiem się, że to wasza sprawka to odstrzelę was, co do jednego. – warknął. – A i jeszcze jedno. Trzymaj się z dala od mojej siostry.
- Oczywiście. – odpowiedziałem z uśmiechem.
NATALIE
„Czy ta noc może być bardziej pokręcona? Co Matt tu robi? Dlaczego nie jest w Południowej Karolinie? O co tu chodzi?” wiele pytań zaprzątało moją głowę, kiedy zobaczyłam, że wracają. Bez słowa podeszłam do brata.
- Jedziesz ze mną. – złapał mnie za ramię.
- Puść! – warknęłam. Byłam w szoku. Widziałam wzrok Dylana, ale tego nie skomentowałam. Matt puścił moje ramię i unormował oddech.
- Zwijamy się chłopcy, nie mamy dowodów, że to oni. A wiecie jak działamy. Ty wracasz ze mną. – ostatnie słowa skierował do mnie, niczym rozkaz. Kiwnęłam delikatnie głową na znak zgody, po czym zaczęłam szukać wzrokiem Alex. Dziewczyna była przerażona. Nie chciałam nawet pytać, czy pojedzie ze mną.
‘Nie powinnam tak szybko zawierać nowych znajomości. Nie kiedy moja przeszłość się za mną ciągnie” pomyślałam.
- Do zobaczenia! – usłyszałam, gdy odchodziliśmy.- Jesteś mi winna taniec.
Obejrzałam się za siebie, dostrzegając Dylana z tym jego cwanym uśmieszkiem. Nie odpowiedziałam, uśmiechnęłam się tylko delikatnie do niego oraz do reszty i ruszyłam za bratem, chcąc w końcu móc położyć się spać. Siedząc w samochodzie myślałam o dzisiejszym wieczorze.
„Matt mi nic nie powie. Powinnam porozmawiać z Carly, albo z Dylanem? Nie! Jeżeli on jest na czele tego wszystkiego, to powinnam trzymać się z dala.”
Nim spostrzegłam znaleźliśmy się pod moim blokiem.
- Zostajesz na noc? – zapytałam.
- Nie, jadę do znajomych. Jutro wracam do domu. – westchnęłam i wysiadłam z samochodu. – Uważaj na siebie i, jeżeli coś będzie nie tak to dzwoń. – dodał mój brat.
- Jasne. – odpowiedziałam i zamknęłam drzwi. Odwróciłam się i zauważyłam, że czeka aż wejdę do klatki. Wpisałam kod i po chwili czekałam na windę. Kiedy w końcu weszłam do mieszkania, ściągnęłam buty. W pokoju przebrałam się w piżamę, zmyłam makijaż i rzuciłam się na łóżko.
- Ten dzień mnie wykończył, a to dopiero początek studiów. Pięknie, lepiej trafić nie mogłam. – powiedziałam do siebie.
Po przebudzeniu sytuacja z wczorajszego wieczora nadal siedziała mi w głowie. Nie wiedziałam co robił mój brat, ale obawiałam się, że to nie mogło być nic dobrego. Na uczelni byłam godzinę przed rozpoczęciem pierwszych zajęć. Nie chciałam spotkać Alex na klatce. Bałam się? Głupota. Wiedziałam, że zapewne będzie chciała wytłumaczenia, ale ja nie byłam gotowa, żeby jej je dać.
Udałam się do pobliskiej kawiarni po kawę i ruszyłam w kierunku auli, gdzie miał odbyć się pierwszy wykład.
- Cześć. – usłyszałam po chwili. Zerknęłam w stronę, skąd dobiegało powitanie i zauważyłam Carly.
- Hej.
- Słuchaj. Wiem, że zapewne obie nie chcemy rozmawiać o wczorajszej sytuacji. Mamy na to czas. Może po prostu udawajmy, że tego nie było. Okej?
- Jane, jestem jak najbardziej za. – odpowiedziałam, po czym zapadła cisza. Po kilku minutach profesor wpuścił nas na aulę. Carly usiadła obok mnie i posłała uśmiech.
„Cholera, nie wydaje mi się, że uda nam się nie wspominać o tej sytuacji. Mam tylko nadzieję, że u nich wszystko wygląda inaczej.” pomyślałam.
Nie chciałam wspominać o piekle, w którym znalazłam się podczas tamtej sytuacji. Jednakże wydawało mi się, że ta miła dziewczyna nie przeżywała tego co ja. Ona nie była zniszczona. Wyglądała na zwykłą studentkę.
Przemyślenia przerwał mi profesor.
- Witam państwa serdecznie. Nazywam się James Odet i od dziś razem ze mną będziecie zgłębiać wiedzę o psychologii ogólnej. Wykład ten jest otwarty dla każdego roku, więc jeżeli będziecie chcieli sobie coś powtórzyć zawsze macie ku temu okazję. Nie przedłużając, przejdźmy do tematu….
„Nie mogę myśleć o tym wszystkim. Przyjechałam na studia, żeby nauczyć się samodzielności, żeby uporać się z tym wszystkim co zostawiłam w swoim rodzinnym mieście. Po prostu się skupię, tak będzie najlepiej” pomyślałam i skupiłam się na słowach profesora.
DYLAN
Obudziłem się w wyjątkowo dobrym humorze. Czym prędzej zszedłem na dół i moje pozytywne nastawienie odeszło.
- Do jasnej cholery! Caleb! Czemu żeś zrobił taki syf?!
- Ale stary, to nie ja! – usłyszałem głos chłopaka, dochodzący z salonu. Od razu skierowałem się w tamtą stronę.
- Więc kto?
- Nie wiem. – odpowiedział i zaciągnął się jointem.
- Jarasz od rana? Stary masz problem. – westchnąłem. – Gdzie reszta?
- Katie wyszła na zakupy, chyba. Seth poszedł na kampus. Carly tak samo. Mes pojechał razem z Jordanem do Nowego Jorku, załatwić jakieś sprawy, o których nie chcieli mi powiedzieć. Envy poleciała za nowym chłopakiem do Euforii, chyba. Właściwie to szybko o tobie zapomniała.
- Skończ. My nawet nie byliśmy razem. Envy jest suką i gdyby nie to, że o nas wie, wyjebałbym ją na zbity pysk.
- Spokojnie stary, jesteśmy drużyną. Nie bulwersuj się tak. – odrzekł i poklepał miejsce obok siebie. Podszedłem do kanapy i usiadłem.
- Wiesz, wczorajsza akcja była zabawna.
- W jakim sensie?
- Mała, drobna dziewczyna z karabinem, mierząca w dwa razy większego faceta i do tego celuje w jaja. – zaśmiał się – gdyby nie powaga tego wszystkiego, padłbym jak długi i płakał ze śmiechu – dodał.
- No pokazała klasę. A ja myślałem, że to takie niewinne.
- Czyżby cię zainteresowała?
- Przestań komputerowcu. Widać, że jest dziewczyną, która dostaje od rodziców co tylko zechce. Poza tym nie jest w moim guście.
- Jaaaaaaasne. Winny się tłumaczy.
- Zamknij się. – walnąłem go w bark i wstałem. – Wychodzę. Kiedy wrócę, ma tu być błysk.
- Aj aj kapitanie! – odpowiedział, coraz bardziej zjarany Caleb.
Po dwudziestu minutach byłem na miejscu, mimo że nikt normalny by tu nie wlazł. Kto mieszka w starych barakach, gdzie dookoła jest tylko las? W sumie to wyglądało tak tylko na zewnątrz. Środek był lepszy, niż niejeden pięciogwiazdkowy apartament w LA. Wszedłem do środka, używając klucza i ruszyłem w poszukiwaniu starego idioty.
- Derek!
- Tu jestem. – wyszedł zza rogu. – Co jest?
- Słyszałeś o wczorajszych wydarzeniach z Voodoo?
- Taa, podobno wpadł Foster i chciał was pozabijać, ale jego mała, urocza siostra go powstrzymała.
- Mniej więcej. Powiedz mi lepiej, dlaczego Północni aż tak chcą nas na siebie napuścić?
- Jak to dlaczego Dylan? – zaśmiał się. – Przypomnij sobie sytuację, sprzed ośmiu lat. Kiedy jako dzieciaki byliśmy w centrum piekła. Nie wiedzieliśmy co się wtedy działo, ale to były porachunki mafijne między Plutonem a Reberem i odbiło się to na nas. Dziś my ustalamy zasady, ale ich grupy nadal istnieją. Są na północy.
- Czyli…
- Ludzie, którzy pozabijali nam rodzinę należą do Północnych. Stworzyli jeden wielki, mafijny kontent i jedyne czego chcą, to naszych głów za to jak im się odpłaciliśmy.
- Kurwa. Jak zwykle sprowadzasz na nas kłopoty.
- Nie zapominaj, że to nie ja zmasakrowałem Reberowi twarz. Ty to zrobiłeś i wydaje mi się, że to twojej głowy oczekuje najbardziej.
- Ech, więc się chyba przeliczył. Nie zapominaj dlaczego nazywają mnie Cruel. – odpowiedziałem, odpalając papierosa.
- Uważaj Dylan. Kiedyś mogą użyć twojego słabego punktu, żeby cię wykończyć.
- Tylko, że ja nie mam słabych punktów. – odpowiedziałem i wyszedłem.
- Jeszcze…
Było już po piętnastej, więc postanowiłem przejechać się na Uniwerek.
„ Chociaż zabiorę ze sobą Carly i poinformuję jak wygląda sytuacja.”
Znalazłem ja na trzecim piętrze. Jedyną rzeczą, która o dziwo mnie irytowała był fakt, że razem z nią siedziała Natalie, która, jak wiedziałem, mogła nam przysporzyć tylko masę kłopotów.
- Carly, chodź. – powiedziałem, agresywniej niż bym chciał.
- Dylan? Spokojnie, co jest? – zapytała i spojrzała na mnie. Zauważyłem, że druga brunetka też to zrobiła.
- Musimy pogadać, na osobności. – złapałem ją za rękę i pociągnąłem przed siebie. Ta dziewucha wkurzała mnie samym, swoim byciem tutaj.
- Uspokój się Cruel. Kurwa to boli! – warknęła i wyrwała ramię.
- Trzeba było mnie od razu posłuchać!
- Przestań krzyczeć! Powiedz co się dzieje, inaczej wracam.
- Więc tak… - opowiedziałem dziewczynie całą sytuację i od kilku minut czekałem na jej odpowiedź.
- Powiesz coś w końcu? – zapytałem zirytowany.
- Nie wydaje ci się, że to trochę dziwne?
- Co?
- Dlaczego nie użyli żadnego gangu z naszej strefy? Dlaczego zajechali aż do Północnej Karoliny, po jakby nie patrzeć brata Natalie, która aktualnie tu studiuje.
- Nie wiem, ale czy to ważne?
- Tak, bo może nie chodzi tu tylko o naszą grupę Dylan. – odpowiedziała z powagą. A ja spojrzałem na dziewczynę siedzącą na ławce i miałem cholerne przeczucie, że jej postawa była tylko przykrywką bo doskonale wyczuła co się będzie działo. Tak jak ja.
NATALIE
Pojawienie się Dylana było dla mnie co najmniej dziwne. Jasne, studiował tu ale skoro zabrał Carly na stronę, to nie wróżyło niczego dobrego. "Cholera, to dopiero drugi dzień uczelni a już są takie problemy." pomyślałam. Po chwili zaczęły się zajęcia. Carly usiała obok mnie i posłała delikatny uśmiech. Odwróciłam wzrok. "Nie mogę przebywać z tymi ludźmi. Po prostu nie. Wiem, że będą z tego same nieprzyjemne konsekwencje."To co chciałam zrobić, mogło wydawać się głupie ale to jedyna rzecz, na którą w tym momencie wpadłam i miałam nadzieję, że uda mi się podtrzymać ten plan. Chociaż nic nie wskazywało, że będzie to łatwe.
___________________________________________________________________
Następny rozdział za około 2 tygodnie!
Pierwszy komentarz już się pojawił co bardzo nas cieszy, jednak czekamy na opinię większej ilości osób. Dla was to chwila a dla nas wynagrodzenie za czas poświęcony tworzeniu!
Do następnego!
Akame&Alex
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz