poniedziałek, 14 marca 2016

#2

Miłego czytania! 
_________________________________________________________


DYLAN
Kurwa wiedziałem, że to się tak skończy. Patrzyłem na dziewczynę i byłem  zszokowany. Nie dygotała i nie krzyczała jak reszta tłumu. Po prostu stała i obserwowała, jakby chciała zobaczyć skąd przyszedł strzał.
- Uważaj! – krzyknęła i rzuciła się na mnie. Wylądowałem na parkiecie a ona na mnie.
- Co do kurwy?! – warknąłem.
- Prawie dostałeś kulkę w łeb. – odpowiedziała.
- A ty ze służb specjalnych, czy jak?
- To nie czas na żarty! – szybko podniosła się i podeszła do loży. Poszedłem tuż za nią. Na szczęście wszyscy już tam byli.

NATALIE
- Boże Nat! – usłyszałam płaczliwy głos i po chwili poczułam jak obejmują mnie ramiona Alex. Oddałam uścisk.
- Spokojnie, nic mi nie jest. – powiedziałam – Jesteś cała?
- Tak, na szczęście Seth był obok i mi pomógł. Nie wiem co bym zrobiła. – załkała cicho.
- Spokojnie, zaraz wszystko się uspokoi.
Spojrzałam przed siebie i poczułam jak ziemia pode mną się zapada. Przed nami stał wysoki brunet, z AK-47 w ręku a za nim stała banda idiotów. Zauważyłam, że Dylan ruszył do przodu razem z chłopakami, chcąc nas osłonić.
„Idioci” pomyślałam.
Przypatrywałam się twarzy chłopaka i aż się we mnie gotowało.
- Kurwa mać! – warknęłam i przepchnęłam się między Dylanem, a Calebem.

DYLAN
- Co ona do cholery wyprawia?! – zapytałem Caleba.
- Nie mam pojęcia. Mam ją łapać?
- Nie poczekaj, wykorzystamy ich roztargnienie kiedy ją zobaczą i wtedy bez kłopotu zdejmiemy. Okej?
- Jasne.

NATALIE
- Matt jesteś idiotą! – krzyczałam i wpadłam na chłopaka przede mną – Co ty sobie wyobrażasz, wpadając tu i niszcząc mi imprezę?! – warknęłam. Mój brat był w ciężkim szoku, bo patrzył się tylko jakby zobaczył ducha. Wściekła wyrwałam mu broń i przyłożyłam do jego klejnotów.
- Jak się odezwiesz, to pozbawię cię tego za czym latają te wszystkie laski. – warknęłam.
- Siostra! To nie tak, jak chciałem… To znaczy wiesz, martwiłem się?
- Martwiłeś się? I dlatego przyszedłeś z tym  – wskazałam na broń – i z nimi?! – wskazałam na jego kumpli. – Miałeś z tym skończyć! – dodałam.
- Ja nie chcę się od wszystkich odwracać, doskonale wiesz, że…
- Zamknij się! Czego tu szukasz?
- Przyszedłem spotkać się z grupą Cruela.
- Kogo?
- Moją. – usłyszałam za sobą.
„To chyba jakieś jaja!” pomyślałam i spojrzałam na Dylana.

DYLAN
„Nie wierzę. Ona jest siostrą tego dupka? Co prawda nie są to Północni, ale nie podoba mi się to, że on się tu pojawił.”
Podszedłem do nich powtarzając odpowiedź.
- Moją. – powiedziałem i spojrzałem na nią.
- Cudownie. – powiedziała do siebie i spuściła wzrok. Chwilę później zobaczyłem, jak Matt wyciągnął zza pleców broń. Chciałem czym prędzej złapać jego rękę, ale zauważyłem coś bardziej ciekawego. Ta mała dziewczyna celowała do własnego brata z AK-47.
- Co ty robisz mała? – warknął wściekle.
- Ogarniam cię. Nie wiem, czy zauważyłeś ale to moi znajomi.
- Szybko sobie ich znajdujesz.
- Taki typ. – odwarknęła.
- Może powinniśmy porozmawiać na spokojnie, a nie mierzyć sobie w głowy? – dodałem od siebie.
Dziewczyna spojrzała na mnie, po czym oddała broń bratu.
- Pogadajmy na osobności. – powiedziałem do chłopaka i skierowałem się na zewnątrz.
- Jasne. – usłyszałem w odpowiedzi.
Wyszliśmy z klubu, a rześkie powietrze uderzyło mnie w twarz. Odpaliłem papierosa i spojrzałem na bruneta.
- Więc? O co chodzi?
- Jeszcze się pytasz? Wiem, że jesteś skurwielem ale żeby aż takim?! – krzyknął.
- Spokojnie, powiedz o co chodzi?
- Rozjebaliście nam dwadzieścia aut do przetargu. Czy ty wiesz jakie to straty? Nie mięliśmy zatargu, więc na cholerę to robisz?!
- O czym ty gadasz? Nie zajmujemy się takimi zabawami.  – odpowiedziałem zdziwiony.
- A to ciekawe, bo na masce jednego z aut było napisane „PGC”. Wiesz co to znaczy, nie?
- Południowa Grupa Cruela. – odpowiedziałem – To nie my. Komuś się bardzo nudzi, a ja nawet wiem komu.
- W takim razie powiedz mi a ja to załatwię.
- Północni pojawili się w tych rejonach. Pewnie chcą zrobić małą rozróbę.
- Cholera jasna. Od kiedy tu są?
- Nie mam pojęcia. Dowiedziałem się o tym chwilę temu. – powiedziałem.
- Dobra, w takim razie nie będę robił afery. Ale jeżeli dowiem się, że to wasza sprawka to odstrzelę was, co do jednego. – warknął. – A i jeszcze jedno. Trzymaj się z dala od mojej siostry.
- Oczywiście. – odpowiedziałem z uśmiechem.

NATALIE
„Czy ta noc może być bardziej pokręcona? Co Matt tu robi? Dlaczego nie jest w Południowej Karolinie? O co tu chodzi?” wiele pytań zaprzątało moją głowę, kiedy zobaczyłam, że wracają. Bez słowa podeszłam do brata.
- Jedziesz ze mną. – złapał mnie za ramię.
- Puść! – warknęłam. Byłam w szoku. Widziałam wzrok Dylana, ale tego nie skomentowałam.  Matt puścił moje ramię i unormował oddech.
- Zwijamy się chłopcy, nie mamy dowodów, że to oni. A wiecie jak działamy. Ty wracasz ze mną. – ostatnie słowa skierował do mnie, niczym rozkaz. Kiwnęłam delikatnie głową na znak zgody, po czym zaczęłam szukać wzrokiem Alex. Dziewczyna była przerażona. Nie chciałam nawet pytać, czy pojedzie ze mną.
‘Nie powinnam tak szybko zawierać nowych znajomości. Nie kiedy moja przeszłość się za mną ciągnie” pomyślałam.
- Do zobaczenia! – usłyszałam, gdy odchodziliśmy.- Jesteś mi winna taniec.
Obejrzałam się za siebie, dostrzegając Dylana z tym jego cwanym uśmieszkiem. Nie odpowiedziałam, uśmiechnęłam się tylko delikatnie do niego oraz do reszty i ruszyłam za bratem, chcąc w końcu móc położyć się spać. Siedząc w samochodzie myślałam o dzisiejszym wieczorze.
„Matt mi nic nie powie. Powinnam porozmawiać z Carly, albo z Dylanem? Nie! Jeżeli on jest na czele tego wszystkiego, to powinnam trzymać się z dala.”
Nim spostrzegłam znaleźliśmy się pod moim blokiem.
- Zostajesz na noc? – zapytałam.
- Nie, jadę do znajomych. Jutro wracam do domu. – westchnęłam i wysiadłam z samochodu. – Uważaj na siebie i, jeżeli coś będzie nie tak to dzwoń. – dodał mój brat.
- Jasne. – odpowiedziałam i zamknęłam drzwi.  Odwróciłam się i zauważyłam, że czeka aż wejdę do klatki. Wpisałam kod i po chwili czekałam na windę. Kiedy w końcu weszłam do mieszkania, ściągnęłam buty. W pokoju przebrałam się w piżamę, zmyłam makijaż i rzuciłam się na łóżko.
- Ten dzień mnie wykończył, a to dopiero początek studiów. Pięknie, lepiej trafić nie mogłam. – powiedziałam do siebie.
Po przebudzeniu sytuacja z wczorajszego wieczora nadal siedziała mi w głowie. Nie wiedziałam co robił mój brat, ale obawiałam się, że to nie mogło być nic dobrego. Na uczelni byłam godzinę przed rozpoczęciem pierwszych zajęć. Nie chciałam spotkać Alex na klatce. Bałam się? Głupota.  Wiedziałam, że zapewne będzie chciała wytłumaczenia, ale ja nie byłam gotowa, żeby jej je dać.
Udałam się do pobliskiej kawiarni po kawę i ruszyłam w kierunku auli, gdzie miał odbyć się pierwszy wykład.
- Cześć. – usłyszałam po chwili. Zerknęłam w stronę, skąd dobiegało powitanie i zauważyłam Carly.
- Hej.
- Słuchaj. Wiem, że zapewne obie nie chcemy rozmawiać o wczorajszej sytuacji. Mamy na to czas. Może po prostu udawajmy, że tego nie było. Okej?
- Jane, jestem jak najbardziej za. – odpowiedziałam, po czym zapadła cisza. Po kilku minutach profesor wpuścił nas na aulę. Carly usiadła obok mnie i posłała uśmiech.
„Cholera, nie wydaje mi się, że uda nam się nie wspominać o tej sytuacji. Mam tylko nadzieję, że u nich wszystko wygląda inaczej.”  pomyślałam.
Nie chciałam wspominać o piekle, w którym znalazłam się podczas tamtej sytuacji. Jednakże wydawało mi się, że ta miła dziewczyna nie przeżywała tego co ja. Ona nie była zniszczona. Wyglądała na zwykłą studentkę.
Przemyślenia przerwał mi profesor.
- Witam państwa serdecznie. Nazywam się James Odet i od dziś razem ze mną będziecie zgłębiać wiedzę o psychologii ogólnej. Wykład ten jest otwarty dla każdego roku, więc jeżeli będziecie chcieli sobie coś powtórzyć zawsze macie ku temu okazję. Nie przedłużając, przejdźmy do tematu….
„Nie mogę myśleć o tym wszystkim. Przyjechałam na studia, żeby nauczyć się samodzielności, żeby uporać się z tym wszystkim co zostawiłam w swoim rodzinnym mieście. Po prostu się skupię, tak będzie najlepiej” pomyślałam i skupiłam się na słowach profesora.

DYLAN
Obudziłem się w wyjątkowo dobrym humorze. Czym prędzej zszedłem na dół i moje pozytywne nastawienie odeszło.
- Do jasnej cholery! Caleb! Czemu żeś zrobił taki syf?!
- Ale stary, to nie ja! – usłyszałem głos chłopaka, dochodzący z salonu. Od razu skierowałem się w tamtą stronę.
- Więc kto?
- Nie wiem. – odpowiedział i zaciągnął się jointem.
- Jarasz od rana? Stary masz problem. – westchnąłem. – Gdzie reszta?
- Katie wyszła na zakupy, chyba. Seth poszedł na kampus. Carly tak samo. Mes pojechał razem z Jordanem do Nowego Jorku, załatwić  jakieś sprawy, o których nie chcieli mi powiedzieć. Envy poleciała za nowym chłopakiem do Euforii, chyba. Właściwie to szybko o tobie zapomniała.
- Skończ. My nawet nie byliśmy razem. Envy jest suką i gdyby nie to, że o nas wie, wyjebałbym ją na zbity pysk.
- Spokojnie stary, jesteśmy drużyną. Nie bulwersuj się tak. – odrzekł i poklepał miejsce obok siebie. Podszedłem do kanapy i usiadłem.
- Wiesz, wczorajsza akcja była zabawna.
- W jakim sensie?
- Mała, drobna dziewczyna z karabinem, mierząca w dwa razy większego faceta i do tego celuje w jaja. – zaśmiał się – gdyby nie powaga tego wszystkiego, padłbym jak długi i płakał ze śmiechu – dodał.
- No pokazała klasę. A ja myślałem, że to takie niewinne.
- Czyżby cię zainteresowała?
- Przestań komputerowcu.  Widać, że jest dziewczyną, która dostaje od rodziców co tylko zechce. Poza tym nie jest w moim guście.
- Jaaaaaaasne. Winny się tłumaczy.
- Zamknij się. – walnąłem go w bark i wstałem. – Wychodzę. Kiedy wrócę, ma tu być błysk.
- Aj aj kapitanie! – odpowiedział, coraz bardziej zjarany Caleb.

Po dwudziestu minutach byłem na miejscu, mimo że nikt normalny by tu nie wlazł. Kto mieszka w starych barakach, gdzie dookoła jest tylko las? W sumie to wyglądało tak tylko na zewnątrz. Środek był lepszy, niż niejeden pięciogwiazdkowy apartament w LA. Wszedłem do środka, używając klucza i ruszyłem w poszukiwaniu starego idioty.
- Derek!
- Tu jestem. – wyszedł zza rogu. – Co jest?
 - Słyszałeś o wczorajszych wydarzeniach z Voodoo?
- Taa, podobno wpadł Foster i chciał was pozabijać, ale jego mała, urocza siostra go powstrzymała.
- Mniej więcej. Powiedz mi lepiej, dlaczego Północni aż tak chcą nas na siebie napuścić?
- Jak to dlaczego Dylan? – zaśmiał się. – Przypomnij sobie sytuację, sprzed ośmiu lat. Kiedy jako dzieciaki byliśmy w centrum piekła. Nie wiedzieliśmy co się wtedy działo, ale to były porachunki mafijne między Plutonem a Reberem  i odbiło się to na nas. Dziś my ustalamy zasady, ale ich grupy nadal istnieją. Są na północy.
- Czyli…
- Ludzie, którzy pozabijali nam rodzinę należą do Północnych. Stworzyli jeden wielki, mafijny kontent i jedyne czego chcą, to naszych głów za to jak im się odpłaciliśmy.
- Kurwa. Jak zwykle sprowadzasz na nas kłopoty.
- Nie zapominaj, że to nie ja zmasakrowałem Reberowi twarz. Ty to zrobiłeś i wydaje mi się, że to twojej głowy oczekuje najbardziej.
- Ech, więc się chyba przeliczył. Nie zapominaj dlaczego nazywają mnie Cruel. – odpowiedziałem, odpalając papierosa.
- Uważaj Dylan. Kiedyś mogą użyć twojego słabego punktu, żeby cię wykończyć.
- Tylko, że ja nie mam słabych punktów. – odpowiedziałem i wyszedłem.
- Jeszcze…

Było już po piętnastej, więc postanowiłem przejechać się na Uniwerek.
„ Chociaż zabiorę ze sobą Carly i poinformuję jak wygląda sytuacja.”
Znalazłem ja na trzecim piętrze. Jedyną rzeczą, która  o dziwo mnie irytowała był fakt, że razem z nią siedziała Natalie, która, jak wiedziałem, mogła nam przysporzyć tylko masę kłopotów.
- Carly, chodź. – powiedziałem, agresywniej niż bym chciał.
- Dylan? Spokojnie, co jest? – zapytała i spojrzała na mnie. Zauważyłem, że druga brunetka też to zrobiła.
- Musimy pogadać, na osobności. – złapałem ją za rękę i pociągnąłem przed siebie. Ta dziewucha wkurzała mnie samym, swoim byciem tutaj.
- Uspokój się  Cruel. Kurwa to boli! – warknęła i wyrwała ramię.
- Trzeba było mnie od razu posłuchać!
- Przestań krzyczeć! Powiedz co się dzieje, inaczej wracam.
- Więc tak… - opowiedziałem dziewczynie całą sytuację i od kilku minut czekałem na jej odpowiedź.
- Powiesz coś w końcu? – zapytałem zirytowany.
- Nie wydaje ci się, że to trochę dziwne?
- Co?
- Dlaczego nie użyli żadnego gangu z naszej strefy? Dlaczego zajechali aż do Północnej Karoliny, po jakby nie patrzeć brata Natalie, która aktualnie tu studiuje.
- Nie wiem, ale czy to ważne?
- Tak, bo może nie chodzi tu tylko o naszą grupę Dylan. – odpowiedziała z powagą. A ja spojrzałem na dziewczynę siedzącą na ławce i miałem cholerne przeczucie, że jej postawa była tylko przykrywką bo doskonale wyczuła co się będzie działo. Tak jak ja.

NATALIE

Pojawienie się Dylana było dla mnie co najmniej dziwne. Jasne, studiował tu ale skoro zabrał Carly na stronę, to nie wróżyło niczego dobrego. "Cholera, to dopiero drugi dzień uczelni a już są takie problemy." pomyślałam. Po chwili zaczęły się zajęcia. Carly usiała obok mnie i posłała delikatny uśmiech. Odwróciłam wzrok. "Nie mogę przebywać z tymi ludźmi. Po prostu nie. Wiem, że będą z tego same nieprzyjemne konsekwencje."To co chciałam zrobić, mogło wydawać się głupie ale to jedyna rzecz, na którą w tym momencie wpadłam i miałam nadzieję, że uda mi się podtrzymać ten plan. Chociaż nic nie wskazywało, że będzie to łatwe.





___________________________________________________________________

Następny rozdział za około 2 tygodnie! 
Pierwszy komentarz już się pojawił co bardzo nas cieszy, jednak czekamy na opinię większej ilości osób. Dla was to chwila a dla nas wynagrodzenie za czas poświęcony tworzeniu!

Do następnego! 
Akame&Alex

czwartek, 10 marca 2016

#1

Miłego czytania ! 


________________________________________________________

Nadszedł ten dzień. Przyjęcie na studia. Włączyłam laptopa i czekałam aż ekran zacznie działać, po chwili kliknęłam w stronę i wpisałam adres Uniwersytetu Południowej Kalifornii, na którym najbardziej mi zależało.
Zalogowałam się i nie mogłam uwierzyć. Udało się! Tak! Wyszłam z pokoju i zbiegłam na dół do salonu, gdzie siedzieli moi rodzice.
- Udało się! – krzyknęłam zadowolona – Dostałam się! – dodałam, widząc zdziwione miny rodziców. Po chwili na ich twarzach zagościła wielka radość. Wstali, przytulili mnie i zaczęli gratulować. Zadowolona zadzwoniłam do Amy, oznajmiając jej, że udało się i musimy to opić.
Oczywiście z wielką radością zgodziła się na uczczenie mojego małego sukcesu.
„Teraz tylko zostało mi znaleźć mieszkanie i LA przybywam!”

MIESIĄC PÓŹNIEJ

Rodzice zatrzymali samochód, a ja pełna sprzecznych emocji wysiadłam i spojrzałam na budynek przede mną. Blok był odnowiony i wyglądał bardzo przyjaźnie, okolica również wydała się bezpieczna. W pobliżu kilka sklepów i przystanków. Zabierając z samochodu najmniejsze bagaże, weszłam do klatki i nacisnęłam przycisk windy. Kiedy w końcu zjechała na dół, razem z rodzicami wsiadamy i jedziemy na dziewiąte piętro. Kiedy wysiedliśmy z windy, otworzyłam drzwi do mieszkania i nie mogłam uwierzyć, że w końcu nadszedł ten dzień, kiedy tu zostanę.
Mieszkanie było dość duże. Dwa pokoje z czego jeden połączony z aneksem kuchennym. Wszystko urządzone w bieli i szarościach, z niektórymi elementami przełamanymi czernią. Coś pięknego.
Weszłam do mojej nowej sypialni. Biała toaletka, którą wraz z tatą przywieźliśmy tydzień temu  stała i czekała aż ułożę na niej swoje ukochane kosmetyki. Dwuosobowe czarne łóżko, idealnie dopasowało się do zabudowanej szafy w tym samym kolorze. Podłoga była w odcieniu ciemnego drewna.
„Nie mogę uwierzyć, że mogę tu mieszkać. To wygląda jak sen.” – pomyślałam, szczęśliwa.
Tata razem z moim bratem zeszli na dół po resztę moich rzeczy, a ja z mamą zaczęłyśmy układać to co przynieśli. Po godzinie wszystko było w mieszkaniu, a kolejną godzinę układaliśmy wszystko na swoim miejscu. Zrobiłam kawę, porozmawiałam z rodziną i po chwili musieli jechać. Pożegnałam się  z nimi ze łzami w oczach.
Samodzielność.
Coś co do tej pory nie było mi znane. Kiedy zamknęłam drzwi poczułam się wolna. Poczekałam aż rodzice odjadą i wyjęłam z torby papierosy i zapalniczkę. Nałóg, który mi pozostał. Usiadłam na parapecie, przy otwartym oknie i wpatrywałam się piękny krajobraz Południowej Kalifornii.
- Nareszcie jestem tu gdzie powinnam. Niech ten etap w życiu będzie dobry. – powiedziałam do siebie i odpaliłam Marlboro.

Dni mijały, a ja nie mogłam się doczekać aż ten tydzień się skończy i będę miała okazję udać  na kampus. Porozmawiałam chwilę z mamą przez telefon i wróciłam do gotowania. Nie byłam mistrzem kuchni, ale spaghetti potrafiłam jak nikt inny. Zadowolona z moich zdolności kulinarnych nałożyłam sobie porcję makaronu i siadając przy stole włączyłam telewizor. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Zdziwiona poszłam otworzyć.
- Cześć! Jestem Alex, mieszkam naprzeciwko. – powiedziała ciemnowłosa dziewczyna z uśmiechem „od ucha do ucha”
- Cześć, jestem Natalie.
- Nie chciałabyś może wpaść do mnie na kawałek ciasta? Upiekłam właśnie, a mieszkając samemu trochę słabo tak się objadać. – zagadała cicho, bawiąc się palcami.
- Jasne, ale mam nadzieję, że nie masz zamiaru mnie czymś nafaszerować i zamknąć w piwnicy?- zapytałam, udając powagę.
- Co? – zapytała, zbita z tropu.
- Żartuję! Chętnie wpadnę, może być dziewiętnasta?
- Jasne! Super, to do zobaczenia! – krzyknęła i schowała się za swoimi drzwiami.
„Zapowiada się ciekawie” – pomyślałam i ruszyłam dokończyć obiad.
- Jest godzina piętnasta, więc trochę posprzątam, zrobię pranie i wybiorę się do Alex. – powiedziałam cicho. O osiemnastej postanowiłam skoczyć jeszcze do sklepu, po butelkę wina jako prezent.
Zostawiając w mieszkaniu niepotrzebne rzeczy, założyłam sweter i kapcie po czym ruszyłam do drzwi. Zamknęłam je na klucz i zapukałam do mieszkania naprzeciwko. Po kilku chwilach otworzyła mi uśmiechnięta Alex.
- Wchodź!
- Już, już jestem. Spokojnie.- jej energia potrafiła przytłoczyć, a znałam ją dopiero chwilę. Mimo tego czułam, że się dogadamy.
Usiadłyśmy na kremowej kanapie w salonie, w tle rozbrzmiewała muzyka z radia. Alex od razu kazała mi spróbować swojego wypieku i muszę przyznać, że był wyśmienity. Chyba częściej będę wpadać do niej na ciasto.
- Jest pyszne!
- Cieszę się, że ci smakuje! Otworzę wino. – powiedziała i ruszyła do kuchni po korkociąg. Chwilę siłowała się z korkiem, ale w końcu otworzyła butelkę i nalała szkarłatny płyn do kieliszków, po czym podała mi jeden.
- Więc – zaczęłam – za nową, mam nadzieję dobrą, sąsiedzką znajomość!
- Dokładnie! – krzyknęła dziewczyna i zaczęła się śmiać.
Odstawiłyśmy kieliszki i skupiłyśmy się na rozmowie. Okazało się, że Alex również zaczęła studia na tej samej uczelni co ja, więc umówiłyśmy się na rano żeby razem pojechać na uczelnię i czuć się raźniej. Później temat rozmowy zszedł na znajomych, byłych chłopaków, imprezy i tego typu sprawy. Rozmawiałyśmy długo. W swoim mieszkaniu byłam około godziny trzeciej nad ranem. Zmyłam makijaż i rzuciłam się do łóżka. W głowie nadal czułam szum od wina, jednak nie przeszkadzało mi to. Zasnęłam jak małe dziecko.

BIP BIP BIP
Ten cholerny budzik dzwonił od jakichś dwudziestu minut, a ja nie miałam siły wstać i go wyłączyć. Chciałam tylko ponownie zasnąć. Kiedy mi się to udało, usłyszałam dzwonek do drzwi. Zignorowałam ten denerwujący dźwięk i przekręciłam się na drugą stronę łóżka. Jednak, ku mojemu zdenerwowaniu, ten cholerny dzwonek nie ustawał.
- Idę. – warknęłam głośno i wstałam, przy okazji złapałam telefon i sprawdziłam, która była godzina. Poczułam, że zaraz zemdleję.
„Cholera jest 9.30, a o 10 zaczyna się uczelnia. ZASPAŁAM! To pierwszy dzień” pomyślałam gorączkowo.
Panika tak mną zawładnęła, że zapomniałam o tym co miałam zamiar zrobić. Kiedy po raz kolejny usłyszałam dzwonek, podbiegłam do drzwi i otworzyłam je szeroko. Po drugiej stronie stała Alex.
- No, no widzę, że jesteś gotowa do wyjścia. – nabijała się ze mnie.
- Daj mi 15 minut! – powiedziałam i popędziłam do pokoju – Rozgość się! – dodałam i poszłam się szykować. Dziewczyna podśmiewając się pod nosem, udała się do salonu. Czym prędzej poleciałam do łazienki, przeczesałam włosy, umyłam zęby i pobiegłam do sypialni. Wybrałam czarne spodnie, a do tego czarną koszulę w białe pasy. Plus złoty naszyjnik i bransoletka. Po ubraniu się czym prędzej usiadłam przy toaletce. Jeszcze nigdy nie zrobiłam perfekcyjnej kreski, w tak krótkim czasie. Dodałam tusz, nałożyłam podkład, puder i lekko wykonturowałam twarz.
- Jestem gotowa! – krzyknęłam w momencie pryskania się moimi ukochanymi perfumami, Lancome La Via Es Belle i szybko przeszłam do salonu.
- Nareszcie! – zaśmiała się ciemnowłosa – Minęło dwadzieścia minut, ale spokojnie mam auto, więc nie powinnyśmy się spóźnić . – dodaje z uśmiechem.
Szybko założyłam czarną skórę i do tego botki. Złapałam w rękę torebkę i wyszłyśmy do windy. W czasie jazdy na dół dokończyłam makijaż, dodając na usta pomadkę o naturalnym odcieniu. Uśmiechnęłam się w odbiciu do Alex.
„Oby ten rozdział zaczął się świetnie”
Wyszłyśmy przed blok i skierowałyśmy się, jak się okazało do czarnego mercedesa Alex. Nie powiem, podobało mi się to auto jak cholera. Musiałam w końcu pomyśleć o własnym.
Bez zbędnego gadania wsiadłyśmy do samochodu. Droga przebiegła szybko i bez niekoniecznych rozmów. W momencie, kiedy wysiadałyśmy z auta Alex się odezwała:
- Denerwujesz się?
- Szczerze? Przez dzisiejsze zaspanie, cały stres ze mnie uleciał.
- Hahahah to dobrze, przynajmniej nie czujesz tego koziołkowania w brzuchu.
- Mów o tym więcej, a zapewne poczuję. Gotowa? – zapytałam cicho patrząc na gmach uczelni.
- No raczej! Nie będzie tak źle, prawda?
- Obyś miała rację.
Weszłyśmy i już wiedziałam, że mi się tu spodoba. Przynajmniej wizualnie. Budynek był nowoczesny i urządzony gustownie. Zadbali o to, żeby to jakoś wyglądało. Świetnie.
- Do zobaczenia później! Dzwoń do mnie jak skończysz. – krzyknęła Alex i zniknęła w jednym z wielu korytarzy.
- Paaa. – pomachałam za nią i udałam się w kierunku swojego wydziału. Przez moje zamyślenie wpadłam na jakiegoś nieznajomego i poczułam, że spadam w dół. Nagle, ten ktoś złapał mnie w talii i uratował od upadku. Uniosłam powieki i ujrzałam brązowe oczy, które uważnie mi się przyglądały.
- Uważaj jak chodzisz. – warknął chłopak i odszedł.
- Przepraszam? – fuknęłam i odeszłam – Dupek – dodałam po cichu wchodząc do sali. Jak się okazało, nie była to sala a ogromna aula. Widząc jak większość osób zajęła już miejsca, sama szybko wspięłam się do góry, żeby zająć krzesło na środku auli. Usiadłam i czekałam, aż zacznie się wykład wprowadzający nas w całe studenckie życie. Nagle obok mnie usiadła dziewczyna z ciemnymi prostymi włosami i o czarnych oczach. Z tego co zdążyłam zauważyć, miała na sobie białą sukienkę.
- Jestem Carly. – przedstawiła się.
- Natalie. – odpowiedziałam.
- Też jesteś na pierwszym roku? Bo z tego co wiem, są tu też studenci z drugiego.
- Tak, póki co zdecydowałam się na psychologię kliniczną. – powiedziałam.
- O to świetnie! Wybrałam to samo! – zaśmiała się . – Więc co myślisz o tym jak ludzie z góry skazują zbrodniarzy na karę śmierci? Ten ich brak obiektywizmu strasznie mnie irytuje.
- Jeżeli mam być szczera to mnie też. Nigdy nie wiesz co takiej osobie siedziało w głowie, jak ten człowiek musiał być skrzywdzony, żeby dopuścić się takich rzeczy. Jednak wiadomo, nie każdy miał jakiś powód.
- Oczywiście, ale każdy z nas ma w sobie coś, co chciałby wymazać. Nie? – uśmiechnęła się i spojrzała na mnie przenikliwie.
- Jasne, jesteśmy tylko ludźmi. – odpowiedziałam cicho.
Rozmowa się skończyła w momencie, w którym wykładowca po raz kolejny poprosił o ciszę. Starałam się zapamiętać jak najwięcej szczegółów zaczynając od wirtualnej uczelni, kończąc na sprawach, o które mieliśmy zapytać w dziekanacie.

DYLAN
Wyszedłem z tej cholernej uczelni. Pierwszy dzień zawsze był bez sensu. Nagle ktoś na mnie wpadł. Instynktownie załapałem tą osobę, która okazała się być zielonooką brunetką.
- Uważaj jak chodzisz. – warknąłem i poszedłem dalej. Usłyszałem jej ciche „Przepraszam” i uśmiechnąłem się do siebie odczuwając jej zmieszanie. Jednak zaraz niesamowicie się wkurwiłem słysząc „Dupek”.
„Co za tupet. Nie dość, że jej pomogłem to ona jeszcze mnie wyzywa. Co za ludzie uczęszczają na tą uczelnie, to ja nie wiem” pomyślałem.
Wyszedłem na dziedziniec i odpaliłem fajkę, czekając na kumpla. Dopalając papierosa, usłyszałem
- Siema Cruel! – tylko jedna osoba na tej uczelni mogła się do mnie tak zwrócić.
- Siema komputerowcu. – odpowiedziałem Calebowi.
- Dobrze, że na mnie poczekałeś. Widziałeś te nowe dupeczki z pierwszego roku? Stary, nie mogę się doczekać aż jedna po drugiej będą nam włazić do łóżka. – powiedział, ze zbyt wielkim zadowoleniem.
- Ty jak zwykle, myślisz tylko o jednym. Jedziesz ze mną do reszty?
- Jasne, tylko o 23 lecimy do Voodoo. Z tego co wiem jest tam dziś impreza studencka, a wiesz jak ja to lubię.
- Dobra, pojedziemy tam. A teraz chodź. – warknąłem zirytowany.
Wsiedliśmy do mojego BMW I8 i ruszyliśmy, z głośnikami rozwalonymi na full.
Po trzydziestu minutach dojechaliśmy do Bel Air i podjechaliśmy pod dom. Wcisnąłem pilota od bramy i skierowałem samochód w stronę garażu, gdzie stało już dużo więcej aut.
- No chyba większość już jest. -  powiedziałem do siebie.
- Na to wygląda. – westchnął Caleb.
Bez zbędnego gadania weszliśmy przez drzwi garażowe do kuchni, a potem skierowaliśmy się do salonu. Spojrzałem na Dereka i aż mnie ścisnęło.
- Derek do kurwy nędzy! Nie jesteś u siebie, mógłbyś z łaski swojej nie dotykać, zaznaczam MOJEJ whisky? I nie pal tu zielska, do cholery. – byłem zły, a dopiero go zobaczyłem.
- Sorry młody, ale nie było was tak długo, a ja nie chciałem siedzieć o suchym pysku. – uśmiechnął się pogardliwie.  W tym momencie miałem ochotę dać mu w pysk, ale on doskonale wiedział, że tego nie zrobię.
Dupek.
Nagle w głowie zaświtała mi dziewczyna, która dzisiaj na mnie wpadła i tak nazwała.
„Z resztą, o czym ja myślę?!” przemknęło mi przez myśl. „Więcej już jej nie spotkam. Głupie rozmyślanie”
- Nalej mi trochę. – powiedziałem z uśmiechem.
- Ależ oczywiście gospodarzu. – odpowiedział.
Po chwili pojawili się wszyscy, oprócz Carly. Szczerze miałem ochotę ją udusić , bo wiedziała że nie mamy czasu a ona w najlepsze bawiła się w życie zwykłej studentki.

NATALIE 
Wykład dobiegł końca i razem z Carly skierowałyśmy się w stronę dziedzińca. Dziewczyna była bardzo miła i fajne nam się gadało, więc miałam nadzieję, że ta znajomość przebiegnie bez zbędnych spin.
- Może wybierzemy się na kawę? – zagadała dziewczyna.
- Jasne! A możemy poczekać chwilę na moją koleżankę? Dzisiaj z nią jechałam i nie chcę jej zostawić.
- Nie ma problemu. – uśmiechnęła się, po czym wyjęła paczkę fajek i wzięła jednego. Spojrzała na mnie.
- Chcesz jednego?
- Nie dziękuję, mam swoje. – uśmiechnęłam się i wyjęłam jednego papierosa.
- No i kolejna wspólna rzecz. Obie palimy. – zaśmiała się. - Coś czuję, że rozgromimy tą uczelnię. – dodała.
- Ja też, mam taką nadzieję.
Kiedy skończyłyśmy palić, podeszła do nas Alex, żegnając się w locie z jakimiś dziewczynami.
- Już jestem! Co teraz robimy? – zapytała.
- Idziemy na kawę. – odpowiedziałam i spojrzałam na Carly – A to jest Carly, Carly to jest Alex. – powiedziałam z uśmiechem.
- Hej. – ucieszyła się ciemnowłosa, na co druga odpowiedziała jej tym samym.
Udałyśmy się do kawiarni naprzeciwko uczelni. Usiadłyśmy i czekałyśmy, aż ktoś przyjmie od nas zamówienie.
- Co dla pań? – zapytał blondyn z głupkowatym uśmiechem.
- Ja poproszę Moche. – odpowiedziałam, nie patrząc na niego.
- Ja Latte Macchiato – odparła Alex, wpatrując się w chłopaka.
- A ja Espresso – powiedziała Carly – I dla nas to będzie wszystko. – dodała.
Chłopak zniknął, a Alex zaczęła mówić jak mocno się zakochała. Śmiałyśmy się i rozmawiałyśmy o nowej miłości Alexandry. Po chwili dostałyśmy swoje kawy i kontynuowałyśmy rozmowę. Nagle telefon Carly zaczął dzwonić. Odrzuciła połączenie raz, drugi, trzeci, czwarty. To było dość dziwne, ale nie chciałam jej o nic pytać. Może miała własny powód, żeby nie odbierać od tej osoby.  Siedziałyśmy jeszcze chwilę, po czym zebrałyśmy się do domów. Razem z Alex pożegnałyśmy się z Carly pod uczelnią, umawiając się na jutro rano przed dziedzińcem  i wsiadłyśmy do auta.
- Było fajnie. – powiedziała Alex.
- Tak, mi też się podobało.
- Oby cały ten studencki czas tak wyglądał.
- Mam taką nadzieję. – szepnęłam zmęczona.
- Nie zasypiaj! Idziemy dzisiaj na imprezę do Voodoo! Będzie ekstra!
- Ale Alex, jutro są zajęcia. Serio?
- Jesteś studentką, zacznij żyć! – zaśmiała się, uderzając mnie w ramię. Odpowiedziałam uśmiechem, ale w mojej głowie pojawiły się myśli, które mówiły, że chyba już dość dużo się wybawiłam.

Po wejściu do mieszkania postanowiłam w końcu zjeść coś, co dałoby mi trochę energii na posprzątanie mieszkania. Zrobiłam sobie szybki omlet, po czym zabrałam się za katorgę, jaką było sprzątanie. Po godzinie wszystko błyszczało, więc usiadłam na parapecie i odpaliłam papierosa.
- Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. – powiedziałam do siebie – Nie chcę znowu tracić tego co zyskam. – westchnęłam cicho. Zgasiłam niedopałek i zadzwoniłam do mamy, żeby poinformować ją jak było na uczelni. Powiedziałam też o wieczornej imprezie, chcąc wiedzieć jakie miała zdanie na ten temat. Mama życzyła mi tylko dobrej zabawy, co mogło być równoznaczne ze zgodą. Po godzinnej rozmowie z rodzicielką, rozłączyłam się.
- Już dwudziesta pierwsza. – powiedziałam, patrząc na zegarek. Czym prędzej zabrałam się za szykowanie na imprezę. Wzięłam szybki prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy. Do mojego dziennego makijażu dodałam lekko rozmazaną kreskę na linii wodnej, dodatkowo wzmocniłam konturowanie i pomalowałam usta szminką w odcieniu szkarłatu. Po wszystkim wstałam od toaletki i otworzyłam szafę.  Po chwili kontemplacji zdecydowałam się na koronkową, rozkloszowaną sukienkę z lekkim wycięciem na plecach. Dodatkowo założyłam czarną skórę, czarne szpilki i wzięłam złotą torebkę. Popsikałam się perfumami, spakowałam telefon, pieniądze i klucze do torebki po czym wyszłam z mieszkania.
Zapukałam do drzwi naprzeciw i czekałam, aż Alex łaskawie je otworzy. Po kilku sekundach usłyszałam jak zamek się przekręcił, a zza drzwi wyłoniła się dziewczyna. Wyglądała cudownie w czerwonej sukience z ¾ rękawem , dodatkowo mając na sobie białe szpilki. Cały wygląd dopełniała niewielka torebka. Jej makijaż nie zmienił się od rana, na oczach nadal miała delikatnie połyskujący cień, kreskę i tusz. Jej szminka przykuła moją uwagę.
- Ładnie ci w fuksji. – zaśmiałam się.
- O dziękuję bardzo! Chyba ten odcień różu będzie moim ulubionym. – powiedziała do mnie.
- No to co? Jedziemy?
- A jakże inaczej! – krzyknęła podekscytowana.
Zamknęła swoje drzwi i czym prędzej popchnęła mnie w stronę windy.
- Zamówiłam już taksówkę. – powiedziała z uśmiechem.
- O, nie pomyślałam o tym. To co, dzisiaj za nowe znajomości?
- Oj tak! Coś czuję, że ta noc będzie pełna wrażeń. – wymawiając te słowa, zabawnie gestykulowała brwiami.
- Przestań! Bądźmy tymi grzecznymi studentkami. – zaśmiałam się.
- Nie ma mowy!
Wysiadłyśmy z windy i w szampańskim nastroju ruszyłyśmy do, czekającej już na nas, taksówki.
- Prosimy na Long Land 174. – powiedziała brunetka.
- Oczywiście. – odparł taksówkarz i ruszył. Patrzyłam przez okno i zastanawiałam się nad tym, jak przebiegnie impreza. Moje zamyślenie przerwał dźwięk telefonu.  Wyjęłam go z torebki i odczytałam, krótką wiadomość.
- To Carly. – powiedziałam do Alex – Pisze, że jest już w klubie i, że mamy się spotkać na lożach. Twierdzi, że nie powinnyśmy mieć problemu z jej znalezieniem.
- No to świetnie! – wiwatowała dziewczyna – Mam nadzieję, że będą tam czekali jacyś przystojniacy. – dodała z błyskiem w oku.  Pokręciłam z niedowierzaniem głową, ale nie skomentowałam jej zachowania. Po dziesięciu minutach jazdy, zauważyłam szyld klubu.
„Dotarłyśmy” pomyślałam i wraz z Alex, wysiadłyśmy z taksówki, dziękując za bezpieczną jazdę. Ruszyłyśmy w stronę klubu. O dziwo nie było dużej kolejki i po kilku minutach byłyśmy już w środku. Muzyka dudniła mi w uszach, a pijani ludzie zaczynali swoje orgie po kontach. Normalka.
- Poszukajmy Carly! – krzyknęłam do Alex, chcąc zagłuszyć muzykę.
- Jasne! – odkrzyknęła dziewczyna i złapała mnie za rękę, ciągnąc w tłum ludzi.

Po chwili kręcenia się po klubie, zauważyłam roześmianą brunetkę w lekko kręconych włosach. Pociągnęłam Alex w tamtą stronę i w tym samym momencie miałam ochotę wrócić, skąd przyszłam. Siedział tam ten dupek, który tak perfidnie mnie dziś potraktował. Westchnęłam głośno.
„ No trudno, może nie miał humoru? Pewnie nawet nie pamięta na kogo wpadł”
Podeszłyśmy do grupy ludzi, siedzącej z Carly.
- Carly!! – krzyknęła Alex i rzuciła się na dziewczynę z radością.
- Oo już jesteście! – zaśmiała się i oddała uścisk – Siadajcie. – dodała i odsunęła się delikatnie, żeby zrobić nam miejsce .
- Więc tak, póki co to przedstawię wam moich znajomych. Ten jakże uroczy brunet to Caleb. – spojrzałam na chłopaka, który jak dla mnie był zbyt radosny z powodu naszego pojawienia się. – Katie. – pokazała na piękną blondynkę – Derek. – ten wydawał się trochę starszy od nas. – Seth. – nigdy wcześniej nie widziałam u faceta, tak platynowego blondu – I Dylan. – spojrzałam na niego, a on na mnie. Poczułam się niezręcznie i odwróciłam delikatnie wzrok.
- Cześć wam jestem Alex, a to jest Natalie! – jak zwykle, nie potrafiąc się powstrzymać dziewczyna złapała mnie za szyję i zaprezentowała nas grupie.
„ Matko, zabiję ją kiedyś za to pozytywne i zbyt wybuchowe okazywanie emocji” pomyślałam. Wszyscy, mimo nadmiernej energii Alex, przyjęli nas z uśmiechem i po chwili znalazłam język z prawie każdym z nich. Razem z Alex zamówiłyśmy po cztery shoty i zaczęłyśmy zabawę.
- Za studia! – krzyknęłyśmy razem z Carly.

DYLAN
Siedziałem w tym cholernym klubie przez Caleba, a on w najlepsze szukał sobie panienek. Co mnie jak zwykle irytowało. Kiedy pojawiła się brązowowłosa koleżanka, która tak pięknie mnie dziś nazwała od razu poczułem napływającą adrenalinę.
„Może być ciekawie, jeżeli dobrze to rozegram” zaśmiałem się do swoich myśli. „ Więc Natalie, mam nadzieję, że jesteś gotowa na moją grę”
- Dylan chodź na sekundę. – z zamyślenia wyrwały mnie słowa Katie.
- Jasne. – odszedłem z nią kawałek – Co jest?
- Z tego co słyszałam to oni tu dzisiaj będą. Musimy spadać, jeżeli nie chcemy kłopotów.
- Poczekaj, kto?
- Północni. Chcą sprawdzić jak się mają sprawy i czy bez problemu mogą przejmować ten teren.
- Nie pozwolę im się tu panoszyć! To jest nasz obszar! – warknąłem.
- Wiem to, ale zrozum jest tu za dużo ludzi. Chcesz mieć policję na głowie? Po prostu się stąd zbierajmy. – złapała mnie delikatnie za ramię i wpatrywała się we mnie z wyczekiwaniem.
- Dobra, poinformuj wszystkich.
Wróciliśmy do loży i o dziwo poza Carly i nowo poznaną Natalie, nikogo tam nie było.
- Gdzie są wszyscy? – zapytałem, agresywniej niż zamierzałem.
- Uspokój się, poszli potańczyć. Nas już bolą nogi, więc wróciłyśmy.-  zbeształa mnie dziewczyna
- AHA. – odpowiedziałem i usiadłem bez słowa. Poczułem na sobie jej wzrok, co prawda nieśmiały, ale widziałem co robi.
„Co szkodzi się zabawić?”
- Natalie, chcesz może zatańczyć? – zapytałem z zawadiackim uśmiechem.
- Jasne. – odpowiedziała zmieszana.  Wziąłem ją za rękę i poczułem dziwny prąd? Głupota. Pokręciłem głową . Ponownie chwyciłem za jej rękę i obróciłem. Piosenka zmieniła się na wolniejszą, więc przybliżyłem swoje ciało do jej, obejmując ją w talii. Poczułem jak delikatnie położyła mi ręce na ramionach.
- Więc na jakim… - wypowiedź przerwał mi wystrzał.



__________________________________________________________

Na dziś to tyle! Liczymy na pojawienie się pierwszych komentarzy! 
Pozdrawiamy
Akame&Alex

wtorek, 8 marca 2016

Prolog


Życie często wydaje się idealne kiedy widzisz ludzi chodzących w najdroższych butach i z najnowszym IPhonem w ręku. Jednak nie zawsze ten obraz się sprawdza. Wielu z nich nosi ból w sercu. Wielu zmaga się z demonami każdego dnia. Nowy rozdział w życiu, czyli studia, samodzielność  i nieograniczona wolność.
Czy całe to piękno zniknie przez jeden incydent? A może ciemność, która krąży dookoła jednak nie jest zła? Może jest to coś, co mimo swojej mroczności chce Cię uratować? Może Twój najgorszy koszmar stanie się Twoim największym marzeniem?
Życie w wielkim mieście nie jest usłane różami. To codzienna walka o to czy dziś będziesz pogrzebany, czy może będziesz mógł oddychać porannym powietrzem. Kolor szkarłatu pojawia się tu często, jednak powinniśmy się zastanowić, czy ten kolor rzeczywiście jest taki zły?





_________________________________________

Jest to początek naszej historii! Mamy nadzieje, że prolog zachęci was do zostania z nami na dłużej. Niedługo dodamy wszystkie linki i opisy bohaterów.
Pozdrawiamy
Akame&Alex